"Ledwo co przestąpiłam próg przedszkola, a już zbombardowało mnie milion informacji o wymaganiach i opłatach. Wiem, że wszystko kosztuje, ale ja tyle wydałam na przygotowanie córki do nowego roku przedszkolnego, że już się martwię, jak mi w tym miesiącu na wszystko wystarczy. Słabo się robi!"
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Jestem samotną matką
Nie chcę się roztkliwiać nad swoją sytuacją. Wiem, że takich jak ja jest wiele. Popełniłam w życiu kilka błędów. Choć sama nie wiem, czy powinnam tak pisać. Chodzi mi oczywiście o mój związek z ojcem Martynki. Poznaliśmy się na dyskotece, on mi cholernie imponował i straciłam głowę. Czy żałuję? Niby tak, ale z drugiej strony dzięki niemu mam mój skarb.
Robert był przyjezdny i spędzał wakacje ze znajomymi na campingu nad rzeką w mieścinie, w której się wychowałam. Razem z koleżankami wodziłyśmy wzrokiem za każdym z jego ekipy. Młodzi, przystojni i z miasta. Gdy na sobotniej dyskotece to mnie poprosił do tańca, koleżanki kisły z zazdrości. Przetańczyliśmy całą noc, a ja dałam się uwieść. Byłam młoda i imponowało mi, że taki przystojniak na mnie spojrzał.
Robert był u nas na wsi jeszcze kilka dni, ale to noce były nasze. W dzień miał kumpli i zabawę, a wieczorem wyciągał mnie za mostek i pokazywał, jak to robią chłopcy z miasta. Wyjechał, zostawił numer telefonu i piękne wspomnienia. Po kilku tygodniach okazało się, że nie tylko to!
Ciąża w wieku 17 lat była wstydem na całą wieś i pół rodziny. Do dziś pamiętam dzień, gdy powiedziałam rodzicom. Krzyk ojca i płacz matki niosły się po okolicy, a ja chciałam zapaść się pod ziemię. Robert nie chciał słyszeć o żadnym dziecku. W końcu wywalczyłam od niego głodowe alimenty, ale kontaktów z Martyną nie utrzymuje do dziś.

Nie stać mnie na to wszystko
Pierwszy rok spędziłam na garnuszku rodziców. Na każdym kroku wypominali mi moją głupotę i nigdy nie pokochali wnuczki. W końcu miałam tego dość. Nie chciałam, żeby moje dziecko całe życie płaciło cenę za moją naiwność. Ona na świat się nie pchała i nie powinna odpowiadać za błędy dorosłych.
Zamieszkałam w Domu Samotnej Matki i powoli starałam się stanąć na nogach samodzielnie. W końcu się udało. Pierwsze dwa lata pracowałam z córką u boku. Było ciężko, wiele razy niedojadałam, ale się udało. Mieszkam sama z Martyną i od nikogo nie wysłuchuje obelg.
Co wydaje mi się, że wychodzę na prostą, coś mnie powala. Tak się cieszyłam, że córcia idzie do przedszkola, dla mnie to szansa na normalną pracę. Niestety wydatki z tym związane wydają mi się ogromne. Obkupiłam ją do przedszkola, ale dziś okazało się, że to kropla w morzu. Już pierwszego dnia poproszono mnie o stówę na wyprawkę, a to jeszcze nie koniec. Jak człowiek ma funkcjonować w tym kraju? Słabo mi, jak myślę o tym, jak dociągnę do wypłaty.