"W tym roku wakacje spędzaliśmy w rodzinnych stronach męża. Na co dzień mieszkamy na drugim końcu Polski, więc Michał bardzo cieszył się na dłuższy pobyt na starych śmieciach. Ja byłam mniej zadowolona – wieś to zdecydowanie nie mój żywioł, ale w tym roku nie mogliśmy sobie pozwolić na żadne dalsze eskapady. Pocieszałam się, że przynajmniej odpocznę, wyciszę się, nadrobię książkowe zaległości. I początkowo wszystko na to wskazywało. Jednak po paru dniach – akurat robiliśmy zakupy w lokalnym sklepiku – Michał wpadł na pewną atrakcyjną kobietę. W pierwszej chwili oboje zaczęli się przepraszać, ale po paru sekundach spojrzeli na siebie i wybuchnęli głośny śmiechem. Po czym... padli sobie w ramiona!"
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Masz historię do opowiedzenia? Prześlij ją na: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
To miały być spokojne wakacje na wsi
Mój mąż pochodzi na małej wioski na północy Polski. Na studia wyjechał do Gdańska, gdzie się poznaliśmy, ale po kilku latach zdecydowaliśmy się przenieść do Wrocławia. Po dziesięciu latach spędzonych na Dolnym Śląsku mogę śmiało stwierdzić, że tu jest nasz dom.
Z racji sporej odległości Michał niezbyt często odwiedza swoją wieś, dlatego był zachwycony, kiedy zdecydowaliśmy, że w te wakacje pojedziemy na dwa tygodnie do jego rodziców. Planujemy generalny remont mieszkania, więc w tym roku odpuściliśmy większe urlopowe wydatki. Dla mnie wprawdzie takie wakacje na wsi to mało atrakcyjny pomysł, ale raz na jakiś czas mogę się poświęcić.

Nagle pojawiła się dawna przyjaciółka
Po kilku dniach spędzonych u rodziców Michała uznałam, że trochę przesadziłam, a takie agrowakacje mogą być nawet przyjemne. Pomyślałam to w złą godzinę, bo następnego dnia pojawiła się ONA.
Pamiętasz, kochanie? Opowiadałem ci kiedyś o Eli! W dzieciństwie mieszkaliśmy koło siebie, byliśmy nierozłączni. Kiedy mieliśmy po piętnaście lat Ela z rodziną wyjechała do Niemiec i kontakt się urwał... I patrz, kogo spotykamy! Ale zbieg okoliczności.
No i się zaczęło. Najpierw wspólne kolacyjki, a to u moich teściów, a to u dziadków Eli, do których – ach, te przypadki – akurat przyjechała z dłuższą wizytą. Potem zaczęły się wyprawy do lasu, wypatrywanie pierwszych grzybów i zbieranie ostatnich borówek i malin. Ja za takimi wycieczkami nie przepadam, nudzi mnie to potwornie, więc nie dotrzymywałam im towarzystwa. A oni potrafili w tym lesie siedzieć godzinami...
Michał codziennie przed spaniem opowiadał mi różne historie związane z Elą, wspominał ich dziecięce wybryki i relacjonował wyprawy do lasu. Niby nic takiego się nie działo, nie dał mi odczuć, że poza sentymentem i nadal trwającą sympatią cokolwiek poważniejszego ich łączy. Ale o mnie nigdy nie opowiadał z takimi śmiejącymi się oczami...
Anna Maria