„Pochodzę z domu dziecka i nie znam swojej rodziny. Ledwo wiążę koniec z końcem. Nie mam nikogo bliskiego, do kogo mogłabym zwrócić się o pomoc. Dlatego zebrałam się na odwagę i poprosiłam obcych ludzi, żeby ofiarowali mi zalegające im w domach ubrania, naczynia czy kosmetyki. Strasznie tego żałuję. Nie mieści mi się w głowie, że można kogoś potraktować w taki sposób...”
* Publikujemy list naszej czytelniczki.
Wychowałam się w domu dziecka
Moje życie nie było usłane różami. Jako mały brzdąc trafiłam do domu dziecka, w którym pozostałam do końca nauki, czyli do ukończenia 25 roku życia. Na start dostałam nieco ponad 1700 zł i najlepsze życzenia od mojego wychowawcy. To wszystko. Czas radzić sobie zupełnie samemu. Tylko jak to zrobić, kiedy kompletnie nie jesteś do tego przystosowany, a do tego nie otaczają Cię żadni bliscy, których w razie draki można by było poprosić o pomoc...
Wynajęłam pokój w starej kamienicy u starszej pani, której ledwo wystarcza na życie i leki, a jej rodzina ma ją totalnie gdzieś. Choć w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach, mój pokój jest dość przytulny i szybko poczułam się tu jak u siebie. Pani Teresa jest bardzo sympatyczna i kochana. Jednak nie miałam serca prosić jej o to, żeby pożyczyła mi trochę pieniędzy, bo wiem, że jej też nie jest łatwo.

Dlatego postanowiłam, że do momentu, aż uda mi się znaleźć pracę na pełen etat, a nie coś dorywczego, zamiast zapożyczać się u obcych ludzi, poproszę ich o pomoc. Napisałam takie ogłoszenie, które opublikowałam na kilku grupach na Facebooku:
Dzień dobry. Pochodzę z domu dziecka i właśnie zaczęłam życie na własny rachunek. Niestety nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, dlatego chciałabym poprosić ludzi dobrego serca o podzielenie się tym, co zalega Wam w domach. Przyjmę ubrania damskie w rozmiarze S, naczynia oraz kosmetyki, które nie są Wam potrzebne. Odwdzięczę się szczerym uśmiechem, niestety w tym momencie nie stać mnie nawet na czekoladę.
Reakcja ludzi mnie zszokowała
Pod moim postem szybko zaczęły pojawiać się komentarze, w których ludzie zaproponowali, że podzielą się ze mną tym, czego już nie potrzebują. Nie spodziewałam się jednak, że zostanę potraktowana w TAKI sposób.
Oto co otrzymałam: stare, porwane ubrania z plamami, których nie można sprać, przeterminowane kosmetyki, których daty ważności minęły nawet 5 lat temu, brudne, poszczerbione naczynia...
Nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, żeby pod przykrywką pomocy ofiarować komuś rzeczy, które dawno powinny wylądować w koszu na śmieci.
Maja