"Nigdy bym się nie spodziewał, że pobyt w Ciechocinku zakończy się czymś takim. Jej piękne włosy leniwie opadające na ramiona i błysk w oku sprawił, że całkowicie oszalałem i znowu czuję się na 18 lat. Ja wiem, że Basia mogłaby być moją wnuczką, ale co tam, jak szaleć, to szaleć. Miłość to miłość".
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Byłem samotnym emerytem
Jestem, a w zasadzie byłem samotnym singlem po 70. roku życia. Nie ukrywam, że moje życie nie było zbyt udane. Zawsze miałem skłonność do tego, żeby się szybko i bez pamięci zakochiwać, a potem tego żałować. Może to dlatego aż dwa moje małżeństwa zakończyły się głośnymi rozwodami. Na początku zawsze był ogień, żar uczuć i miłość ogarniająca każdy najmniejszy skrawek naszego ciała i duszy, a potem zaczynała się smutna rutyna, i ja znów zostawałem sam jak palec.
Nie ukrywam, że zawsze myślałem, że to będzie miłość taka prawdziwa, taka aż po grób, taka jedyna w swoim rodzaju. A jednak to początkowe zauroczenie szybko mijało i lekkie jak piórko uczucie nie wytrzymywało próby czasu, i kończyło się rozpadem związku.
Nigdy też nie doczekałem się dzieci, a zawsze chciałem. Niestety Bozia nie była na tyle łaskawa, żeby obdarzyć mnie gromadką słodkich maluszków.
Wszystko zmieniło się jednak na Ciechocińskiej fajfie. To właśnie tam poznałem miłość swojego życia. Yeah!

Na fajfie poznałem Basię
Zacznę może najpierw od początku. Pewnego pięknego dnia wybrałem się na turnus do Ciechocinka. W moim wieku trzeba bowiem zadbać o stawy, które już zaczynają niedomagać. Nie ukrywam, że narzekam na pewne dolegliwości, które są dla mnie bardzo uciążliwe. Pierwsze dni turnusu były naprawdę imponujące. Miło spędziłem czas na różnych zabiegach. Szczególnie kąpiel borowinowa, pobyt w spa i w ruskiej bani bardzo mi posłużył. Poczułem, że naprawdę odżyłem, dlatego w czasie jednego dnia wybrałem się nawet do Torunia i tam zjadłem piernika oraz wypiłem piwo w plenerze. Potem siedząc na statku, patrzyłem w dal i mówiłem sobie: tak trzeba żyć!
Po powrocie do hotelu w Ciechocinku postanowiłem zaryzykować i udałem się na tamtejszą fajfę. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że fajfa to taka tradycyjna zabawa w czasie turnusu. Wiecie - taka typowa potańcówka, na której Panowie proszą Pani do tańca.
No to poszedłem, ale na początku byłem trochę zawiedziony. Same starsze kobiety. No już wiadomo, że to z twarzy widać, że forma nie ta, więc nie idzie się w takiej kobiecie zakochać. Wiadomo, że jednak kobieta musi mieć to i owo, a szczególnie owo, no i też ładną twarz. A tamte tego nie miały.
W pewnym momencie dosiadła się do mnie młoda, 23-letnia Barbara. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i muszę przyznać, że Basia naprawdę mi zaimponowała. Miała podobne zainteresowania jak ja, nieprawdopodobny urok i długie nogi do nieba. Jak na nią patrzyłem, od razu dostawałem wigoru.
Wkrótce potem zaprosiłem Basię do swojego pokoju i spędziliśmy razem miło czas. Muszę przyznać, że bardzo się odmłodziłem i zacząłem coś do niej czuć. Ta magia ogarniała nas w każdym możliwym calu...
Wróciłem po turnusie do domu, ale nie zakończyłem tej relacji. Spotykamy się już od kilku miesięcy, a ja coraz bardziej czuję w kościach, że to wszystko skończy się na ślubnym kobiercu. A kto wie, może i nawet doczekamy się gromadki dzieci!
Jarek