"W tym miesiącu obchodzimy trzecią rocznicę ślubu. Muszę przyznać, że mój mąż mnie zaskoczył – nie podejrzewałabym go o romantyczne gesty, a on zorganizował dla nas romantyczny weekend w spa! Cieszyłam się jak głupia: wizja spędzenia trzech dni tylko we dwoje mnie zachwyciła, a poza tym nigdy wcześniej nie byłam w tego typu miejscu. Pierwszy dzień był wspaniały, zaliczyliśmy basen, saunę i nastrojową kolację przy świecach. Ale już kolejnego poranka wszystko się popsuło. Mąż nagle przestał zwracać na mnie uwagę, stał się rozkojarzony, kilka razy zniknął na dłuższą chwilę. Kiedy dowiedziałam się, o co chodzi, brakło mi słów!"
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Mikołaj wziął mnie do spa. Miał być weekend marzeń...
Kiedy Mikołaj po raz pierwszy zniknął mi z oczu, nawet nie pomyślałam, że to coś niewłaściwego. Nie chcę sprawiać wrażenia zaborczej żony, która musi non stop mieć u swojego boku ukochanego! Ale kiedy podczas naszego romantycznego weekendy tylko we dwoje Miki po raz kolejny przepadł na długie minuty, zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi.
Fakt, zapytałam go, dokąd łazi. Myślałam, że może ma niestrawność i biega do toalety, chciałam pomóc... Ale on rzucił coś niekonkretnego i machnął ręką. Potem zaczęło być jeszcze dziwnej. Mikołaj był rozkojarzony, patrzył rozmarzonym wzrokiem gdzieś w dal, zawieszał się. Pomyślałam – choć to totalnie nie w stylu mojego męża – że może coś wziął.
Po całym dniu takiej zabawy w chowanego chciałam iść do pokoju i poważnie porozmawiać z mężem. Widziałam, że zachowuje inaczej niż zwykle. Z jednej strony się niepokoiłam, a z drugiej byłam zła, że nasz rocznicowy weekend zaczyna przybierać tak kuriozalną formę. Ale w tym momencie mój ślubny przekroczył wszelkie granice: oznajmił mi, że idzie na spacer. Sam! I wyszedł.
Mąż wrócił w nocy. Rano nie miałam dla niego litości!
Wściekła chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki. Żaliłam jej się chyba z godzinę, a Mikołaja nadal nie było. W końcu z tego stresu zasnęłam.
Obudziłam się o świcie, Mikołaj spał obok. Rzuciłam okiem na jego ubrania z wczoraj. Tak, przyznaję, obwąchałam je i szukałam śladów podkładu czy szminki. Zamiast tego zobaczyłam... błoto.
Stwierdziłam, że dłużej tego nie wytrzymam. Obudziłam męża i stanowczym tonem zakomunikowałam mu, że ma mi natychmiast wytłumaczyć, co się dzieje. Zaspany i zaskoczony Mikołaj w końcu zaczął się tłumaczyć...
Nie chciałem ci nic mówić, kochanie, bo wiem, że nie znosisz psów. A mnie się od dawna marzy chart... Tu jedni ludzie przyjechali właśnie z takim. A właściwie taką, bo to charcica. Nazywa się Luna i jest wspa-nia-ła! Pozwolili mi z nią wczoraj wieczorem trochę pobiegać, nawet nie wiesz...
... i tak dalej, i tak dalej. Zawstydzony na początku Mikołaj z każdym zdaniem się rozkręcał, a jego zaspane oczy natychmiast się zaświeciły. Mówił tak przez kolejne dziesięć minut, a ja zrozumiałam, że z taką konkurencją nie mam szans.
Kinga