"Wychodziłam za Przemka z myślą, że spotkałam swój ideał. Bardzo wierzyłam w to, że będziemy na zawsze razem, bo go kochałam i pragnęłam szczęścia u jego boku. Niestety z czasem zaczęłam dostrzegać, jak bardzo nasze małżeństwo było relacją przepełnioną złą energią. Wiele z tych rzecy dostrzegłam niestety po czasie".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Mąż mnie zdradził
Gdy zorientowałam się, że mąż mnie zdradza i nie ma wyrzutów sumienia za bardzo w tym temacie, postanowiłam od niego odejść. Nie widziałam kompletnie sensu tego, abyśmy byli razem, bo ja już nigdy bym mu nie zaufała. Próbowałam, naprawdę próbowałam o tym zapomnieć, ale przed oczami miałam cały czas to, jak całuje inną kobietę, dba o inną i jest w nią wpatrzony jak w obrazek. Nie umiałam tego przeskoczyć i choć cierpiałam bardzo, to nie widziałam dla nas ratunku.
Nie chciałam jednak w żaden sposób podejmować pochopnej decyzji, bo przecież mieliśmy za sobą w sumie 12 lat związku, dlatego pojechałam do rodziców na wieś, aby to wszystko przemyśleć i przede wszystkim doradzić się siostry, bo ona nigdy by nie spojrzała subiektywnie na sytuację. Stara się być zawsze najbardziej obiektywną osobą na świecie. Gdy stanęłam zapłakana w drzwiach rodzinnego domu, ona od razu wiedziała. Zapytała tylko, ile tych kobiet było.
canva.com
Mąż chce powrotu po jego zdradzie
U rodziców na wsi byłam około 12 dni i to był czas, gdy mogła spokojnie zebrać myśli, przygotować się do najcięższej decyzji na świecie. W głowie miałam wiele ułożonych słów, które wypowiem, gdy mój mąż pojawi się w drzwiach, ale finalnie i tak gubiłam wątek i wszystko mi się myliło. W końcu jednak nadszedł ten dzień i już mi się wydawało, że mniej więcej mam wszystko poukładanie w głowie, gdy nagle on stanął przede mną i ja nie umiałam wypowiedzieć nawet pół słowa, a wiedziałam jedno - nie mogę z nim być. Nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek jeszcze pójdę z nim dó łóżka lub nawet złapię za rękę. To było wszystko za dużo. Na szczęście lub na nieszczęście to mój mąż wziął się za to, aby przejąć inicjatywę.
Oczywiście zaczęło się od tego, że mnie przepraszał i błagalnym wręcz tonem prosił o ostatnią szansę. Zapewniał, że nigdy się to nie powtórzy, że sam sobie nie da rady, bo faktycznie z jednej pensji byłoby mu ciężko, tym bardziej, że ja gotowałam, sprzątałam i zajmowałam się domem. Ja już nie chciałam z nim być, bo po prostu mu nie ufałam. On jednak zdawał się nie słuchać tego, co mówiłam i gdy skończyłam swój wywód, złapał mnie za rękę i przyłożył do klatki piersiowej, mówiąc, że ma bardzo ciężką sytuację i nie chce beze mnie już żyć i że zgodzi się w ostateczności na dziecko. Zamurowało mnie. Dorosły facet, który był w poważnych związkach, a on myśli, że dziecko to karta przetargowa i łaskawie dopiero po tylu latach może mi dać największe szczęście.
Gabriela z Mazowsza