„W jednej chwili moje ciało pokryła gęsia skórka, a moje oczy się zaszkliły. Teraz jednak wiem, że muszę z nią poważnie pogadać. Czeka nas długa i ciężka rozmowa. Pewnie zastanawiacie się, co takiego znalazło się na tatuażu mojej córki, że tak mną wstrząsnęło. Otóż Ewa wytatuowała sobie...”
* Publikujemy list naszej czytelniczki.
Nie miałam nic przeciwko, dopóki nie zobaczyłam efektu
Tuż po swoich 18. urodzinach moja córka poinformowała mnie, że za kilka dni jest umówiona na zrobienie tatuażu. Nie miałam nic przeciwko, a nawet nie mogłabym mieć — chociaż nadal mieszka ze mną, jest już dorosła i ma prawo sama decydować o swoim ciele. Przyznam jednak, że zaczęłam mieć wątpliwości, czy był to dobry pomysł w momencie, gdy zobaczyłam efekt końcowy. W jednej chwili moje ciało pokryła gęsia skórka, a moje oczy się zaszkliły.
Nie mogłam jednak dać po sobie niczego znać, nie chcąc zepsuć jej świetnego nastroju. Całe szczęście, że gdy wróciła do domu od tego tatuatora, akurat kroiłam cebulę, więc łzy w oczach nie wzbudziły jej podejrzeń. Teraz jednak wiem, że muszę z nią poważnie pogadać. Czeka nas długa i ciężka rozmowa.
Pewnie zastanawiacie się, co takiego znalazło się na tatuażu mojej córki, że tak mną wstrząsnęło. Otóż Ewa wytatuowała sobie imiona rodziców. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jej ojciec był okrutnym tyranem. Ewa nie ma o tym pojęcia, bo większość pytań na temat taty zadawała, gdy była malutka. Wtedy nie chciałam opowiadać jej strasznych historii z przeszłości, a później — jak już o to nie pytała — nie miałam serca sama zaczynać tematu.

Tak bardzo żałuję...
Na ten moment Ewa wie jedynie, że tata dużo pracował i go z nami nie ma odkąd przyszła na świat. Jej ojciec kilka dni po jej narodzinach zginął w wypadku samochodowym. Chociaż nie powinno się tak mówić, była to dla mnie wielka ulga.
Otóż Mariusz był prawdziwym potworem. Nie wiedziałam o tym, gdy przespałam się z nim tej pamiętnej nocy ponad 18 lat temu, a po dwóch miesiącach zorientowałam się, że jestem z nim w ciąży. W tamtych czasach ślub był oczywistością. W głowie miałam plan stworzenia idealnej, szczęśliwej rodzinki. Niestety życie szybko zweryfikowało moje marzenia.
Mariusz, gdy tylko nie był w pracy, to był pijany. A alkohol zawsze oznaczał kłopoty! Wyzywał mnie i bił, mając w nosie to, że nosiłam pod sercem jego córeczkę. Jakikolwiek rozwód nie wchodził wówczas w grę. Z perspektywy czasu żałuję, że nie odeszłam. Na szczęście ten wypadek, w którym zmarł Mariusz, odmienił moje życie.
Być może zastanawiacie się, czy córka wcześniej nie wspominała, co chce sobie wytatuować. Cały czas mówiła, że nie chce zdradzać szczegółów, ale będzie to coś, co pokaże, jak wiele znaczą dla niej najważniejsi ludzie w jej życiu. Wiem, tatuaż to nieodwracalna decyzja, dlatego tak bardzo żałuję, że nigdy wcześniej nie zebrałam się na odwagę i nie opowiedziałam jej, jakim potworem był jej ojciec...
Teresa z Lublina