Na pierwszej randce Arek powiedział czytelniczce „Przypominasz mi moją mamusię”, a ona wyszła

Na pierwszej randce Arek powiedział czytelniczce „Przypominasz mi moją mamusię”, a ona wyszła

Na pierwszej randce Arek powiedział czytelniczce „Przypominasz mi moją mamusię”, a ona wyszła

canva.com

"Po tym romantycznym wieczorze z Arkiem tak wiele sobie obiecywałam, a skończyło się taką klapą! Zaledwie cztery słowa, które wypowiedział siedzący naprzeciwko mnie, druzgocąco przystojny mężczyzna, sprawiły, że w jednej chwili miałam ochotę uciec. Nigdy nie mówcie tego swojej dziewczynie, chyba że chcecie, żeby został za nią tylko obłok kurzu..."

Reklama

*Publikujemy list naszej czytelniczki.

Po trudnym związku nie szukałam na siłę faceta. Lecz poznałam Arka

Nie jestem typem desperatki i mam za sobą kilkuletni związek z człowiekiem, który okazał się typem zazdrośnika... Miał ku temu powody całkowicie niezależne ode mnie. Wynikały z jego dzieciństwa i trudnych relacji z ojcem...

Reklama

Początkowo próbowaliśmy z tym walczyć razem, ale urządzane przez niego sceny zazdrości mnie pokonały. Nie miałam sobie nic do zarzucenia i byłam wobec niego całkowicie lojalna, a on i tak podejrzewał mnie o najgorsze...

Musiało minąć sporo czasu, zanim zrozumiałam, że szkoda życia na zbawianie drugiej, dorosłej osoby. On musi sam chcieć i przepracować swoje problemy...

Reklama

Po tych doświadczeniach ostrożnie dobierałam sobie kandydatów na faceta. Nie chciałam się spieszyć, miałam czas. Nie chciałam też popełniać błędów przeszłości.

Reklama

Aż w końcu mnie trafiło i któregoś razu w klubie poznałam jego — Arka. Druzgocąco przystojny, zadbany, na poziomie... Przyszedł z moim dawnym znajomym ze studiów, na którego przypadkiem wpadłam z koleżanką. Potańczyliśmy, trochę porozmawialiśmy i coś zaiskrzyło. Dawno nie czułam takiej chemii!

Reklama

Umówiliśmy się na randkę. Przyszedł z różą w dłoni

Postanowiliśmy dać sobie szansę. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Dwa dni później Arek zadzwonił i zaprosił mnie na romantyczną kolację. Z przyjemnością się zgodziłam. Umówiliśmy się na sobotę.

Reklama

Wprost nie mogłam się doczekać... Poszłam do fryzjera podciąć włosy i zrobić paznokcie. Wbiłam się w wystrzałową czerwoną sukienkę do połowy uda, zrobiłam dyskretny makijaż i czułam się jak milion dolarów.

Spotkaliśmy się na mieście. Arek czekał na mnie przed restauracją z czerwoną różą w dłoni. Powiedział, że głupio mu było przyjść tak bez niczego.

Kobieta trzyma różę Canva

Zepsuł tę randkę zaledwie w czterech słowach...

Miło się nam rozmawiało... Okazało się, że lubimy te same filmy, mamy podobne zainteresowania. Nie był nachalny ani nie spieszył się nigdzie.

Okazało się, że mieszka całkiem niedaleko. Ja jestem przyjezdna, trafiłam tu na studia i zostałam, ale on to rdzenny mieszkaniec Warszawy. Mimochodem wyszło, że mieszka z rodzicami. Trochę się zdziwiłam, bo myślałam, że prawie 30-latek już raczej jest na swoim albo chociaż wynajmuje coś na spółkę...

Zamilkłam na chwilkę, a wtedy usłyszałam:

Przypominasz mi moją mamusię...

Co?!!! Arek kompletnie nie zauważył, jaką reakcję wywołały jego słowa. Zaczął za to opowiadać z zapałem, jaka jest jego mamusia i że są ze sobą bardzo zżyci. Dowiedziałam się, gdzie byli miesiąc temu na wakacjach (z mamą) i że przed randką pokazał jej moje zdjęcie profilowe na Facebooku...

Aha...

- wydukałam tylko. Po czym "nagle" przypomniałam sobie, że miałam dzisiaj do końca dnia odesłać jeszcze bardzo ważny raport w pracy... Przeprosiłam Arka za swoje roztargnienie. Podziękowałam za spotkanie, pożegnałam się i wyszłam. Różę zostawiłam na murku fontanny po drodze.

Nie pozwolę, żeby po raz drugi niezdrowe relacje rodzinne wpływały na mój związek.

Karolina

Źródło: instagram.com/chucknorris
Reklama
Reklama