"Jestem młoda, piękna, inteligentna. Niektórzy mogą mi zarzucać, że mam kilka nadprogramowych kilogramów, ale ich hejty nie robią na mnie absolutnie żadnego wrażenia. W pełni akceptuję siebie taka, jaka jestem. A jestem piękną kobietą".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Chuda czułam się nieszczęśliwa
Nie da się ukryć, że zawsze miałam skłonność do tego, żeby być troszkę większa niż moi rówieśnicy i z tego powodu często byłam krytykowana i wyśmiewana. Nie da się ukryć, że dzieci w podstawówce, gimnazjum i liceum potrafią być naprawdę nikczemne. Z tego powodu musiałam nawet chodzić do psychologa i pracować nad swoją głową oraz nad akceptacją siebie.
W końcu jednak postanowiłam zupełnie zmienić swoje życie i znacząco schudnąć. Przez 6 miesięcy chodziłam na siłownię i byłam na bardzo rygorystycznej diecie.
Przy wzroście 170 cm początkowo ważyłam 78 kilogramów. W wyniku ostrej diety schudłam prawie 30 kg i zeszłam do wagi 49 kilogramów. Wcale jednak nie czułam się szczęśliwa. Ciągle odczuwałam smutek i wciąż się ograniczałam, żeby przypadkiem nie zjeść czegoś słodkiego. Myśl o sylwetce i wyglądzie stała się dla mnie prawdziwą obsesją. W końcu wpadłam w głęboką depresję i cierpiałam na zaburzenia lękowe. Dopiero terapia okazała się dla mnie wybawieniem.

Gdy przytyłam, problemy zniknęły
Moja sytuacja bardzo szybko się zmieniła, gdy zrozumiałam, że niska waga wcale nie świadczy o mojej atrakcyjności. Bardzo szybko więc przestałam się ograniczać i szczęśliwa zajadałam się słodyczami. Okej, bardzo przytyłam i obecnie ważę 120 kilogramów, ale mentalnie czuję się lekka jak piórko. Wcale nie wstydzę się paradować w stroju kąpielowym po plaży, a czasem nawet chodzę na takie specjalnie plaże, gdzie ubrań zakładać nie muszę.
Zrozumiałam, że tak naprawdę to nie mój wygląd definiuje to, czy jestem piękna, ale w rzeczywistości liczy się moje wnętrze i samopoczucie. Po terapii czułam się naprawdę świetna i wreszcie mogłam określić się jako osoba w pełni szczęśliwa.
W bardzo szybkim tempie znalazłam sobie męża, któremu wcale nie przeszkadzały moje nadprogramowe kilogramy i który w pełni zaakceptował mnie taką, jaką jestem. Kilka lat później zaszłam w ciążę, urodziłam dziecko i naprawdę niczego sobie odmawiałam.
Odkąd przytyłam, naprawdę z uśmiechem podchodzę do życia i kocham każdy swój dodatkowy kilogram, a mój mąż wręcz z radością wita kolejną moją fałdkę. Nadal spotykam się z hejtem i negatywnymi komentarzami, ale nie robią one już na mnie absolutnie żadnego znaczenia. Patrzę w lustro i naprawdę cieszę się z tego, jaka jestem.
Moja historia oczywiście ma nie zachęcać do tego, aby ktoś nagle zaczął się objadać i prowadził zły styl życia. Absolutnie nie! Swoją historią chcę tylko pokazać to, że każdy człowiek jest inny i powinien żyć w taki sposób, żeby po prostu czerpać radość ze swojego życia, a inni ludzie nie powinni wtrącać się w nasz styl życia. Wolność Tomku, w swoim domku.
Marlena