"Od 15 lat jestem wdowcem. W 2008 roku zmarła moja żona i od tamtej pory byłem sam. Długo nie mogłem się pozbierać, ale w końcu uświadomiłem sobie, że nie chciałbym spędzić reszty życia w pojedynkę... Wtedy poznałem Anetę, była nowa w firmie i wyraźnie smaliła do mnie cholewki... Problem w tym, że była dużo młodsza. Miałem wątpliwości, ale wykoncypowałem, że kiedyś związki z taką różnicą wieku były normą. To czemu nie dać szansy uczuciu? Po roku się zaręczyliśmy. Przy mojej Anecie czułem się jak młody bóg! Teraz wszyscy koledzy mi zazdroszczą młodej narzeczonej, bo jest na czym oko zawiesić... A mi jedno spędza sen z powiek..."
*Publikujemy list naszego czytelnika
Poznałem ją w pracy. Od razu wpadłem jej w oko
Nigdy nie ganiałem za kobietami. Byłem w życiu z jedną osobą, moją świętej pamięci żoną, która 15 lat temu przegrała walkę z rakiem. Od tamtej pory jestem wdowcem...
Długo nie mogłem dojść do siebie po tamtych przeżyciach, ale lata lecą, a mnie przeraża perspektywa bycia samotnym do śmierci. Czułem się jeszcze młody!
Wtedy poznałem Anetę. Przyjęli ją na stażystkę w firmie, w której pracuję. Zauważyłem, że patrzy na mnie tak... jak nikt dawno na mnie nie patrzył... Wyraźnie wpadłem jej w oko.
Miałem wątpliwości, bo Aneta jest dużo młodsza, dzielą nas grubo ponad dwie dekady. Ale zaryzykowałem. W końcu w dawnych czasach takie związki to była norma! Więc czemu ja miałbym z góry nie dać szansy uczuciu...
Wszedłem w to. Przez rok spotykaliśmy się na mieście, zabierałem ją do restauracji albo wyjeżdżaliśmy razem na weekend, kryjąc się z uczuciem przed współpracownikami i moimi dorosłymi dziećmi...
Wtedy ten związek dawał mi masę ekscytacji. Przeżywałem drugą młodość przy niej. Na nowo odkryłem też zapomniane przyjemności. Byłem tym wszystkim zauroczony, zachłysnąłem się uczuciem. Coś niesamowitego.

Po roku się zaręczyliśmy. Gdy ona zamieszkała u mnie, coś się zmieniło
Po roku zaręczyliśmy się i zamieszkaliśmy ze sobą, a raczej ona wprowadziła się do mojego skromnego apartamentu.
Lecz gdy przyszło co do czego i Aneta stała się panią domu... spoiwo naszego związku zaczęło puszczać.
Co z tego, że ona jest młoda i piękna, jeśli nie rozumie moich żartów. Bawią ją zupełnie inne rzeczy niż mnie, ale co się dziwić, jest z innego pokolenia...
Gapi się w ekran telefonu i tylko przytakuje, gdy ja mam ochotę na szczerą rozmowę. Z kolei kiedy ja już jestem zmęczony i chcę się położyć, ona dopiero się rozkręca.
A Aneta w kuchni... to dopiero jest katastrofa. Tej dziewczyny nikt nie nauczył gotować. Nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Ja jestem żywicielem rodziny, i to dosłownie. Moja młoda, zdolna narzeczona jest zorientowana raczej na karierę i zabawę, a nie na wspólne dbanie o dom. Nagle w moje uporządkowane życie wkradł się straszny bałagan.
Co z tego, że Aneta jest piękna i ma młodość, skoro porozumienie między nami pozostawia sporo do życzenia... Wizja jest, ale fonii brak!
Koledzy zazdroszczą mi, że mam taką ekstra narzeczoną, a oni od 30 lat ze swoimi starymi żonami... A ja czuję, że z moją Anetą na dłuższą metę nie idzie się dogadać. Jakbym znowu córkę wychowywał!
Poza tym, coraz częściej się zastanawiam, czy z jej strony na pewno chodzi o mnie, czy o coś innego...
Z moją świętej pamięci żoną to była zupełnie inna bajka, uczucie do grobowej deski i pełne porozumienie dwóch dusz.
Co ja bym dał, żeby znów zobaczyć moją zmarłą ukochaną.
Z Anetą tylko ciało mi zostało...
Henryk