"Przyznaję, że do tej pory byłam praktykującą katoliczką i co niedzielę stawiałam się w kościele, żeby podziękować za poprzedni tydzień. Nie zapominałam też o wszystkich świętach, a duszpasterzy wspierałam finansowo na miarę moich możliwości. Znali mnie, dobrze wiedzieli, kim jestem. Może nie siedziałam w pierwszej ławce podczas mszy świętej, ale udzielałam się przy każdej możliwej okazji. Nie pomyślałabym nawet, że będzie jakiś problem z moim ślubem. A jednak jest! Bo proboszcz nie dał mi rozgrzeszenia, a to tylko dlatego, że postanowiłam być szczera podczas spowiedzi przedślubnej. On uznał, że za bardzo zgrzeszyłam. Nie wiem, co ja mam teraz zrobić? Przecież wszyscy zaproszeni goście już czekają na ten dzień".
*Publikujemy list od naszej czytelniczki.
Niedługo mam wyjść za mąż
Cieszę się bardzo na ten dzień. Co prawda już od dawna żyję z moim partnerem jak jego żona, ale cała ta ślubna otoczka będzie takim ukoronowaniem naszych pięknych, wspólnych chwil.
Byłam przekonana, że nie spotkają mnie większe trudności związane z organizacją ślubu. Jestem osobą, która stara się realizować założenia regularnie, dzięki czemu ze wszystkim zawsze jestem na bieżąco. To sposób na to, by się nie stresować.
Zespół na wesele ogarnęłam już 3 lata temu. To był ten czas, gdy zdecydowaliśmy się z partnerem na ślub.
Wtedy również podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu i uważam, że każde przyszłe małżeństwo powinno zamieszkać za sobą przed ślubem, by się dotrzeć, ale też sprawdzić, czy to opcja dla nich.
Wydawało mi się, że przewidziałam wszystko
Najważniejszy był oczywiście cennik. Policzyłam sobie wszystko dokładnie z pewną nadwyżką, bo musiałam wziąć pod uwagę fakt, że z roku na rok wszystko drożeje.
Nadwyżka była tak konkretna, że jeszcze mi po tych wyliczeniach trochę zostało i mogłam sobie pozwolić na dodatkową atrakcję dla gości.
Najmniej stresowały mnie wszelkie przygotowania związane z tematem kościoła.
Jestem praktykującą katoliczką, raczej znaną w mojej parafii. Wprawdzie nie siedzę na mszy w pierwszej ławce, ale zjawiam się w kościele co niedzielę i we wszystkie święta i wpieram proboszcza finansowo w miarę moich możliwości.
Byłam przekonana, że spotkanie z księdzem i spowiedź przedślubna to tylko formalność.

Myliłam się
Bardzo poważnie podeszłam do przygotowania do spowiedzi przedślubnej. Otworzyłam swoje serce i wyznałam wszystkie grzechy. I te większe i te mniejsze.
Spodziewałam się też oczywiście pytania o to, czy współżyję z partnerem, ale przecież to chyba naturalne, że skoro od kilku lat mieszkamy razem, a jesteśmy ze sobą jeszcze dłużej, to też ze sobą sypiamy.
Niestety ksiądz uznał, że to poważny grzech i nie mogę liczyć na rozgrzeszenie.
Na początku pomyślałam, że może to jakiś żart? Ale on był bardzo poważny w tym, co mówił.
Nie zapytałam nawet, co mogę zrobić, by zaliczył mi tę spowiedź. Byłam w takim szoku, że po prostu odeszłam od konfesjonału.
Podzieliłam się z tym z moim partnerem, który stwierdził, że pójdziemy do innego księdza i w jego parafii weźmiemy ślub, a w trakcie spowiedzi nie przyznamy się do tego, że ze sobą sypiamy. Ale to totalnie niezgodne ze mną. Ja nie chcę kłamać.
Choć może jednak powinnam, skoro to ma być jedyne wyjście z tej sytuacji?
Klara