"To mężczyzna powinien utrzymać rodzinę. Wydaję mi się, że to logiczne. Ja mogę wziąć na siebie wszystkie domowe obowiązki. Tak też ustaliłam z mężem. Wiedział, że podoba mi się tradycyjny model rodziny. Niestety, ostatnio przestał spełniać moje oczekiwania i coraz częściej muszę dokładać do domowego budżetu".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Model tradycyjnej rodziny jest właściwy
Zostałam wychowana w tradycyjnej rodzinie. Mam czwórkę rodzeństwa, a więc ogółem było nas pięcioro. Tata pracował na całą rodzinę, a mama się nami opiekowała. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, pełne przygód. Nigdy niczego nam nie brakowało. Mieliśmy wiele miłości od rodziców, a to nam rekompensowało drogie zabawki. Byliśmy dla siebie bardzo bliscy.
To dlatego sama też chciałam mieć dużą rodzinę. Wiedziałam, że chcę znaleźć mężczyznę, który również szanuje tradycyjny model rodziny i będzie chciał utrzymać dom. Ja mogę gotować, sprzątać i zajmować się dziećmi. To zupełnie naturalne. W końcu udało mi się trafić na Wojtka, który miał podobne poglądy do moich. To się sprawdzało przez długi czas, jednak ostatnio musiałam pójść do pracy.

Coraz częściej dokładam do domowego budżetu
Musiałam rozpocząć pracę w osiedlowym sklepie, pomimo realizacji na bieżąco wszystkich domowych obowiązków. To przykre, ale wypłata mojego męża przestała nam wystarczać na podstawowe potrzeby. Nie mówię tutaj o jakichś luksusach czy wakacjach, ale po prostu o opłatach i jedzeniu.
Ceny są tak wysokie, że niestety musiałam iść do pracy. Na początku zostawało mi sporo z wypłaty na moje własne wydatki, typu fryzjer czy kosmetyczka. Z biegiem czasu jest jednak coraz gorzej. To dla mnie nie do przyjęcia. Uważam, że Wojtek powinien znaleźć lepszą pracę albo ubiegać się o podwyżkę. On jednak nie chce o tym słyszeć.
Mąż nie widzi w tym problemu
Mąż nie widzi problemu w tym, że poszłam do pracy. Jego zdaniem jestem w stanie robić wszystko w domu, zająć się dziećmi, a także mogę zarobić parę groszy. Coś tu nie gra. Nie tak się umawialiśmy!
Skoro jest taki mądry, to powinniśmy podzielić się po równo obowiązkami domowymi. On się jednak z tego tylko śmieje. Uważa, że całkiem mnie poniosło i mam się uspokoić, bo tradycyjna żona ma się słuchać męża, a nie wymyślać jakieś dziwne rzeczy. Już mam dość takiego życia, jestem wykończona i nie mam nawet chwili dla siebie.
Tradycjonalistka