"Moje życie zmieniło się o 180 stopni. To wydarzenie było dla mnie ogromną traumą. Mój malutki synek żył zaledwie kilkanaście minut. Zmarł na moich rękach. W domu czekała na mnie jeszcze córeczka. Tylko dzięki temu kompletnie się nie załamałam. Teraz jestem jednak innym człowiekiem, a mąż ma do mnie o to pretensje".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę
Sama pochodzę z dużej rodzinny i taką chciałam mieć. Myślałam o trójce dzieci. To dlatego szybko zdecydowałam się na drugą ciążę. Córka miała zaledwie osiem miesięcy, kiedy dowiedziałam się, że spodziewam się kolejnego dziecka. Byłam zachwycona. Mąż również. Nasze pierwsze dziecko było bardzo grzeczne, więc wiedziałam, że jakoś sobie z tym wszystkim poradzimy. Cieszyłam się na niewielką różnicę wieku pomiędzy nimi. Wiedziałam, że w przyszłości będą się świetnie dogadywać i nigdy nie będzie w naszym domu nudy!

Urodziłam pięknego synka
Ciąża przebiegało gładko, choć nie miałam jak się oszczędzać. Musiałam wiele czasu poświęcać córce. W końcu zaczynała się nauka chodzenia, a to wymaga wiele energii również od rodzica. Wiedziałam jednak, że ze wszystkim sobie poradzę. Może, gdybym wtedy miała więcej czasu na odpoczynek to dziś moje życie wyglądałoby inaczej? Chociaż wątpię, że to miało jakiekolwiek znaczenie. Mimo wszystko obwiniam się o to, co się wydarzyło.
Urodziłam synka. Był pięknym, małym chłopcem. Niestety, poród był bardzo trudny, a ja w trakcie wielokrotnie opadałam z sił. To skończyło się najgorszym. Wokół jego szyi pępowina była okręcona wielokrotnie. Lekarzom nie udało się go uratować, a chłopiec zmarł w moich ramionach. To było najgorsze przeżycie.
Mąż kiedyś był dla mnie wsparciem
Od tego momentu minęły już trzy lata, a ja wciąż nie mogę się pozbierać. Oczywiście po powrocie ze szpitala przy życiu trzymała mnie tylko moja ukochana córeczka. Wiedziałam, że muszę być dla niej silna. Bardzo zależało mi na tym, aby nie odczuła tego, co się stało. Mimo wszystko ja nie mogę się pozbierać. Nie jestem już dawną sobą. Żyję, ale już nie wyobrażam sobie siebie w ciąży. Wszystko straciło sens. Moje marzenia legły w gruzach. Boję się, że znów straciłabym dziecko.
Na początku mąż mnie wspierał, a teraz ma do mnie pretensje, że nie mam ochoty na wspólne wyjazdy czy wycieczki. Widzi, że nie ma we mnie życia i tej dawnej energii. Ma o to do mnie pretensje. Jest mi przykro, bo mnie kompletnie nie rozumie.
Załamana Matka