"Czasem zdarzają się takie chwile w życiu, że myślisz, że złapałeś Pana Boga za nogi i wreszcie odnalazłeś miłość swojego życia. Patrzysz z uśmiechem w przyszłość i już planujesz ślub z ukochaną, którą widziałeś tylko na zdjęciu. A potem dochodzi do spotkania i okazuje się, że jak zwykle wszystko poszło na marne, a ty zostałeś oszukany".
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Zakochałem się w lasce z internetu
Nie jestem ani zbyt przystojnym mężczyzną, ani też brzydkim. Takim średnim, bym powiedział — przeciętnym. Nie da się ukryć, że nigdy też żadnej dziewczyny nie miałem. To znaczy, raz byłem blisko, a nawet bardzo, bo poznałem taką dziewczynę, która zapytała mnie, czy jestem prawiczkiem, a jak powiedziałem, że tak i wtedy ona złożyła mi propozycję nie do odrzucenia. Mianowicie zaproponowała mi — sami wiecie co. Od razu się wystraszyłem, bo przecież ja jeszcze z żadną ani ten, ani teges też nie. Pola, bo tak miała na imię ta niewiasta, wprowadziła mnie w ten kobiecy świat i to z nią się po raz pierwszy się całowałem. Gdy jednak było bardzo blisko — sami wiecie czego i zobaczyłem ją tak, jak ją Pan Bóg stworzył, zląkłem się niemiłosiernie i uciekłem.
Pisała potem do mnie z pytaniami, czemu uciekłem i tłumaczyła, że jeszcze mam szansę, ale ja pozostałem twardy jak kamień... Pomyślałem, że ten pierwszy raz chcę przeżyć z kobietą, którą kocham!
Założyłem więc aplikację randkową. TAK, właśnie tę aplikację i wrzuciłem tam swoje zdjęcie w dziadkowym garniturze, bo dziadek zawsze miał powodzenie u kobiet, więc pomyślałem, że to przyniesie mi szczęście. Po pierwszym tygodniu nie miałem żadnej pary. Po drugim też nie. Po miesiącu także. Wszystkie przesuwałem w prawo, a mnie żadna, więc nie wiedziałem, co jest nie tak.
W końcu jednak się udało i nawet takiej ślepej kurze jak ja, trafiło się ziarno. Nosiła włoskie imię Monica, ale urodziła się w Polsce. Z opisu wynikało, że moja pierwsza dziewczyna na tej aplikacji jest studentką medycyny. W opisie pisała, że szuka kogoś do tańca i do różańca i że ma nadzieję, że to skończy się na ślubnym kobiercu, więc napisałem.

Monica to nie Monica. Monica to Andrzej!
Już, gdy spojrzałem na jej zdjęcie, przeszedł mnie dreszcz ekscytacji. Tak ładne dziewczyny widziałem tylko wygenerowane przez sztuczną inteligencję, a Monica przecież była prawdziwa i istniała. To naprawdę było niesamowite.
Zaczęliśmy razem ze sobą pisać i od razu złapaliśmy ogromne flow. Połączyła nas miłość do Harrego Pottera, League of Legend i Fify. Okazało się, że Monica, podobnie jak ja, większość swojego czasu spędza, grając w gry i narzekając na swoje życie. Od razu zobaczyłem w niej bratnią duszę.
Po trzech miesiącach ja naprawdę się w niej zakochałem. Wysłała mi tylko kilka swoich zdjęć i nie chciała dać Facebooka, ani podawać prywatnych danych, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Miłość jednak jest ślepa.
W końcu się spotkaliśmy. Kupiłem czerwone róże i włożyłem ten garnitur dziadka, bo jednak przyniósł mi szczęście. Na miejscu miała czekać ona w kapturze. Już ją widziałem — stała tyłem, ale wyglądała jakoś dziwnie. Natychmiast podbiegłem, ale gdy się odwróciła, a w zasadzie odwrócił, zobaczyłem TO.
Przede mną stał mężczyzna, który stwierdził, że to on jest Monica i cieszy się, że wreszcie możemy się spotkać. To był mężczyzna przebrany za kobietę, który dodatkowo dodał, że tak naprawdę nazywa się Andrzej.
Nie pamiętam, abym kiedykolwiek wcześniej tak szybko uciekał...
Jarek