"W ogóle nie rozumiem tej dyskusji: szczupły, gruby, taki, owaki... Każdy jest człowiekiem! Niech każdy nosi to, co chce i co się jemu podoba, a nie udaje kogoś, kim nie jest, żeby zadowolić innych. Przede wszystkim: nikt z nas nie jest chodzącym ideałem! Ludzie są różni, a różnorodność jest piękna. To nie moja sprawa, jak wyglądają inni i dlaczego właśnie tak. Serio, nie mnie to oceniać, a już tym bardziej komentować! Jednak wobec siebie jestem wymagająca i wolę siebie w wersji szczuplejszej. Mam ku temu rozsądne powody..."
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Miałam w życiu różne etapy - raz byłam szczuplejsza, a raz nie... Nie innym to oceniać
Miałam w swoim życiu różne etapy i naprawdę różne rzeczy już o sobie usłyszałam, zarówno od obcych ludzi, jak i od tych, którzy chcieli się mianować moimi bliskimi... Najgorsze były w tym wszystkim rady udzielane niby dla mojego dobra, a tak naprawdę chyba po to, by mi wbić szpilę. Ale ja się nie dam!
Lepiej, niech każdy patrzy na siebie, bo takie komentowanie i ocenianie innych do niczego dobrego nie prowadzi.
Za swój wygląd i swoje zdrowie każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny sam. To jego osobista sprawa! I wcale, ale to wcale nie jest powiedziane, że ten szczuplejszy będzie zdrowszy od grubszego... Nie ma tu żadnej reguły, a pozory często mylą. Nie ocenia się książki po okładce.
Dlatego poniekąd nie rozumiem całej tej dyskusji, kto jaki jest: gruby, szczupły, taki, owaki... Jaka to różnica? Każdy z nas jest tak samo człowiekiem, a plaża jest nie tylko dla szczupłych... Ludzie są różni, a różnorodność jest piękna.

Zawsze czułam się dobrze w swojej skórze. Nikogo nie komentuję, ale siebie wolę w wersji szczuplejszej
Gdy rok temu pojawiłam się w bikini nad Bałtykiem, też usłyszałam co nieco na swój temat, i to od wylaszczonej szwagierki. Może jestem odporna psychicznie, bo jakoś nigdy te komentarze nie podkopały mojej samooceny...
Mimo wszystko czułam się dobrze w swojej skórze. Byłam szczęśliwa, kochana, spełniona zawodowo i to się dla mnie liczyło.
Nawet gdy po ciąży ważyłam prawie setkę, wiedziałam, że to nie ma przełożenia na moją wartość. Zjechałam z wymagań wobec siebie, bo miałam wtedy inne życiowe priorytety i, jak się okazało, hormony też szalały.
Ale przecież nie ślubowałam przed ołtarzem zachowania tych samych gabarytów po kres życia, ani w CV nie wpisywałam rozmiaru swoich dżinsów, bo nikomu nic do tego!
Gdy córka miała już dwa lata, ze względu na swoje zdrowie postanowiłam jednak bardziej zadbać o swoje ciało. To nie były jakieś błahe powody ani pogoń za ideałem z Instagrama. Prędzej pogoń za córką zwiewającą przede mną na rowerku biegowym!
Zaczęłam od siebie wymagać i schudłam naprawdę sporo z rozsądku i dla własnego dobra. Teraz doceniam komfort lżejszego poruszania się - moje stawy są mi za to najbardziej wdzięczne! Mniej się męczę, nie pocę się tak jak kiedyś...
Nie wiem, czy wyglądam teraz ładniej, ale na pewno fizycznie i psychicznie czuję się lepiej - i o to właśnie chodziło.
To, jak wyglądają inni i dlaczego właśnie tak, to nie mój interes. To wyłącznie ich osobista sprawa. Ale siebie zdecydowanie wolę w wersji szczuplejszej.
Patrycja