"Marian był miłością mojego życia. Zawsze myślałam, że jeśli los nie będzie dla mnie łaskawy i zabierze mi go wcześniej, niż ja odejdę, to sobie z tym nie poradzę. A raczej nie poradzę sobie bez niego. Ale mój mąż miał dla mnie pewną niespodziankę, którą postanowił mi wyznać dopiero na łożu śmierci. Zastanawiam się teraz, czy nie wolałabym o niczym nie wiedzieć, ale już za późno. Moje serce krwawi, choć chyba nie tak bardzo ze względu na stratę życiowego partnera. Boli mnie bardziej to, co mi powiedział i niestety zmieniłam przez to zdanie o nim. Mam co mu wybaczyć. Chyba liczył na to, że w tak trudnym dla mnie momencie, to wybaczenie przyjdzie mi z łatwością, jednak tak nie było i póki co nie potrafię nawet przywoływać pozytywnych wspomnień o nim".
*Publikujemy list od czytelniczki.
Moje pierwsze małżeństwo było trudne
Gdy poznałam Mariana, byłam już po jednym długim, nieudanym związku. Poprzedni mąż się nade mną znęcał i udało mi się uzyskać przez to nawet rozwód kościelny.
Nie miałam wielkiego doświadczenia w relacjach damsko męskich, gdy zdecydowałam się na ślub. Nie wiedziałam więc również, czym tak naprawdę jest prawdziwa miłość.
Po rozwodzie zrobiłam sobie kilkuletnią przerwę od relacji z mężczyznami i zadbałam o siebie. Koleżanki powtarzały mi, że prawdziwe uczucie przyjdzie samo i to w najmniej spodziewanym momencie. Tak też się stało.
Gdy poznałam Mariana, od razu poczułam, że to ten jedyny. Wcześniej takiego uczucia nie doświadczyłam.
Byłam najszczęśliwsza na świecie
Marian dosłownie nosił mnie na rękach, spełniał moje marzenia i przede wszystkim był dla mnie prawdziwym partnerem. Takim na dobre i na złe.
Szanował mnie, a to też dużo dla mnie znaczyło. Tak naprawdę szacunek w związku to podstawa, ale ja nigdy wcześniej go nie zaznałam.
Koleżanki mówiły mi, że z nim musi być coś nie tak. Bo nie jest już przecież najmłodszy, a nie ma kompletnie żadnej historii. Ale mnie to tak naprawdę nie interesowało. Kochałam go i było mi z nim dobrze i dwa lata po tym jak go poznałam, wzięłam z nim ślub.
Marian często wyjeżdżał, ale z tym wiązała się jego praca. Czasami zabierał mnie ze sobą i mieliśmy wtedy takie mini wakacje, chociaż on pracował.
Nie brał mnie ze sobą tylko do Hiszpanii, ale twierdził, że tam pracuje bardzo intensywnie i nie miałby, kiedy spędzać ze mną czasu. Latał do Hiszpanii raz na miesiąc i zostawał zwykle 5-6 dni.

Po 39 latach wspólnego życia zachorował
To była dla mnie największa, życiowa tragedia. Ja byłam przekonana, że jeśli on odejdzie, to się załamię i nie dam sobie rady. Nie potrafiłam żyć sama. Już nie. Totalnie mnie od siebie uzależnił.
Ale on miał na to plan i chyba myślał, że naprawdę wypali. Na łożu śmierci wyznał mi, że do tej Hiszpanii wcale nie latał do pracy. Ma tam inną kobietę i ich 3 córki.
Powiedział, że poznał ją w tym samym czasie co mnie. Kobieta była już w ciąży i nie umiał, ale też nie chciał jej zostawić. Ona również o mnie nie wiedziała, ale wysłał jej list kilka dni przed śmiercią. Wiedział, że już jej nie zobaczy.
Marian wręcz oczekiwał ode mnie, żebym się z nią skontaktowała i poznała ją oraz jej córki.
Od śmierci Mariana minął już prawie miesiąc, a ja wciąż nie potrafię mu tego wybaczyć. I nie jest mi wcale trudno przez jego odejście, a przez to, co mi wyznał.
Czuwałam przy jego łóżku, gdy odchodził, bo nikt nie chciałby być w takim momencie sam. Ale nie gładziłam już jego twarzy i nie ściskałam jego dłoni.
Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, bo nie znałam prawdy. Teraz wszystko się zmieniło, a ja nie potrafię sobie z tym poradzić.
A co, jeśli ta kobieta się do mnie odezwie? Nie chcę tego!
Hela