"Za tydzień lecimy z mężem do Egiptu na wakacje życia all inclusive... już przebieram nogami z emocji, bo to pierwsza nasza wyprawa za granicę, a tu taka drama przed wylotem! Okazało się, że moja synowa się na mnie wypięła... a konkretnie na naszego jamniczka Ferdka, którym miała się zaopiekować przez 8 dni, gdy mnie i męża nie będzie. Wszystko było ustalone, a teraz ona wymyśla jakieś niestworzone powody, że Ferdek jej podłogę poniszczy i zeżre firanki... Gdy było potrzeba zaopiekować się wnukami, byłam na każde ich zawołanie, a teraz mam. O, taka wdzięczność! I co my teraz mamy zrobić?"
*Publikujemy list naszej czytelniczki
Syn i synowa mają dwoje dzieci. Opiekuję się nimi na każde zawołanie
Lubię swoją synową i jak do tej pory wydawało mi się, że dobrze się dogadujemy... Może dlatego, że mieszkamy dość daleko (60 km) i nie mamy za wiele okazji, żeby się wtrącać w życie młodych. Syn jest rozsądny i wie, co robi. Mają wolną rękę, niech sobie po swojemu gospodarują w małżeństwie.
Co innego wnuki - Krzysiek ma dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. Z przyjemnością się nimi zajmujemy. Oboje chodzą jeszcze do przedszkola, ale są już na tyle duzi, że syn i synowa przywożą ich czasem na weekend, a sami jadą sobie do SPA albo po prostu mają chwilę, żeby odpocząć.
Jak Anka była w szpitalu przez tydzień, bo rodziła młodszego, to z kolei ja przez tydzień zajmowałam się u nich starszą wnuczką, gdy Krzysiek był w pracy.
Młodzi mają z nami dobrze, bo gdy tylko Anka potrzebowała, to ja byłam na każde zawołanie. Powinna docenić taką babcię! Nie każda młoda mama może liczyć na pomoc ze strony dziadków... a oni mieli tej pomocy pod dostatkiem... Gdy było trzeba, wsiadałam w autobus i jechałam.

Kiedyś przygarnęliśmy z mężem pieska. Teraz lecimy do Egiptu, a synowa nie chce się nim opiekować!
Ja od roku już nie pracuję, więc mam trochę wolnego czasu. Lekarz zalecił mi spacery, dlatego też rok temu wzięliśmy ze schroniska psa — to taki kundelek w typie jamnika. To był jeszcze szczeniak, ale teraz już całkiem podrósł i sporo się nauczył.
Ferdek, bo tak się wabi, stał się naszym oczkiem w głowie. Wnuki też go uwielbiają! Dlatego nie pomyślałam nawet, że moja synowa będzie miała jakieś obiekcje przed tym, żeby przez kilka dni zaopiekować się Ferdkiem...
Razem z mężem postanowiliśmy w końcu się odważyć na podróż za granicę... A co tam, raz się żyje! Moja sąsiadka była w Hurghadzie i bardzo sobie chwaliła, to ja nie mogę?! Nieznajomość języka w niczym im nie przeszkodziła, to i my damy radę.
Zamówiliśmy więc z pomocą syna wycieczkę all inclusive. Już się nie mogłam doczekać, kiedy w końcu będę w Egipcie!
Ostatnią rzeczą było uzgodnienie z synem i synową, jak mają się zająć naszym Ferdkiem pod naszą nieobecność...
I tutaj na moją głowę został wylany kubeł zimnej wody! Krzysiek pracuje, często na wyjeździe, więc ostatnie słowo należy do synowej. A Anka powiedziała, że ona nie ma czasu zajmować się jamniczkiem.
Dzieci na dyżurze wakacyjnym, ona w pracy na trzy czwarte etatu, a pies nie będzie sam w domu siedział, bo taki szczeniak od razu jej zasika podłogi i zeżre firanki. Nie mówiąc już o drogich butach.
Nie i koniec. Stwierdziła, że bardzo jej przykro, ale mam poszukać sobie kogo innego do opieki nad Ferdkiem.
Pomyślałam se: Toś ty taka?! Jakoś gdy potrzebowałaś kogoś do opieki nad dziećmi, to znałaś drogę do teściowej i nie miałaś oporów, żeby podrzucić nam córkę i syna... A teraz coś takiego?
Co za niewdzięczna kobieta z tej Anki! Proponowałam nawet, że jej te firanki odkupię, jeśli Ferdek naprawdę coś zeżre (co jest mało prawdopodobne), ale nawet nie chciała słyszeć.
I co my teraz mamy zrobić? Psa do samolotu nie weźmiemy...
Rozczarowana teściowa