"Nutka to ukochana kotka mojej siostry. Jest dla niej jak dziecko, ba, wydaje mi się, że jakby Monika miała córkę, to nie dbałaby o nią tak, jak dba o Nuteczkę. Zaadoptowała ją, kiedy Nutka była malutka i chora. Kilka razy wydawało się, że ta słodzina nie dożyje pierwszych urodzin, ale udało się! Tylko Monika wie, ile ją to kosztowało – pieniędzy, wiadomo, ale przede wszystkim stresu. Teraz Nutka ma wszystko, co najlepsze: świetnego weterynarza, doskonałą karmę, no i prawdziwy koci raj w mieszkaniu. Moja siostra niechętnie zostawia Nutkę pod czyjąś opieką, ale tydzień temu musiała pilnie wyjechać służbowo. Kotką zajęłam się ja. No i nie wszystko poszło tak, jak powinno..."
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Zgodziłam się zająć kotem siostry. Nie wiedziałam, co mnie czeka
Nutka to przesłodki kotek. Siostra poprosiła mnie, żebym zajęła się nią przez trochę ponad tydzień jej nieobecności. Nieprzewidziany wyjazd służbowy, sprawa wyniknęła dosłownie z dnia na dzień.
Opieka nad Nutką to nie problem. Sama wprawdzie nie mam zwierząt w domu, ale zdarzało mi się doglądać kotów znajomych podczas ich nieobecności. Wydawało mi się, że wiem, co i jak.
Siostra wyjechała rano, więc wieczorem wybierałam się do Nutki. Jednak Monika już w południe zaskoczyła mnie telefonem. Zdenerwowana zaczęła mi tłumaczyć, że wyjazd nie był planowany, a ona właśnie dziś miała robić świeży BARF dla kota... Nie od razu zrozumiałam, o co jej chodzi, ale Monika zaraz mi – aż za dokładnie – wszystko wytłumaczyła.
Okazało się, że mam iść do mięsnego i kupić jakieś absurdalne ilości różnych gatunków mięsa i sama zrobić z nich karmę! Tego się nie spodziewałam. Karmienie kotów do tej pory kojarzyło mi się z otwarciem puszki albo nasypaniem chrupek do miski. Jednak przekonałam się, że Nutka jest dla mojej siostry prawdziwą królową – również w kwestii karmienia.
Przygotowanie jedzenia dla Nutki mnie przerosło
Okazało się, że zgromadzenie wszystkich potrzebnych składników wcale nie jest takie łatwe! Byłam w trzech sklepach i wciąż mi czegoś brakowało. Zmęczona i zrezygnowana poszłam do zoologicznego i kupiłam pierwszą lepszą karmę w puszce. Uznałam, że nic się nie stanie, jeśli Nutka raz zje coś innego, a ja następnego dnia dokupię resztę składników i zmielę jej tego BARFa.
Kiedy otworzyłam puszkę, w Nutkę jakby diabeł wstąpił. Jeszcze nie zdążyłam nałożyć jej nic do miseczki, a ona zaczęła skakać wokół mnie jak dzika. Kiedy dostała swoją porcję, wciągnęła ją niemal na raz.
Sytuacja powtórzyła się następnego dnia rano, kiedy resztę zawartości puszki dałam jej na śniadanie. W ciągu dnia udało mi się dokupić brakujące składniki mieszanki i wieczorem już zmieliłam całość, przygotowując Nutce jej zwykłą karmę. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy kotka odmówiła jedzenia! Zrobiłam wszystko dokładnie według wskazówek Moniki, która zapewniała mnie, że to jedyne tolerowane przez Nutkę pożywienie, że jest specjalnie ułożone pod nią.
Popsułam kota! Siostra mi nie wybaczy
Zostawiłam Nutkę z jej miseczką, licząc, że do rana jednak zdecyduje się na kolację. Niestety miska rano nadal była pełna. Wymieniłam zawartość na świeżą porcję mielonego mięsa, ale ze strony Nutki nadal nie pojawił się cień zainteresowania. W międzyczasie odpowiadałam na SMS-y siostry, zapewniając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku...
Wieczorem skapitulowałam i nałożyłam jej jedzenie z puszki, które przezornie kupiłam po drodze. Jadła jak szalona! Rano tak samo. Kolejne próby karmienia jej specjalnie przygotowaną mieszanką mięs ciągle kończyły się niepowodzeniem.
Nie mam pojęcia, jak zareaguje Monika, kiedy przyjedzie. To może śmieszne, ale ona jest naprawdę zwariowana na punkcie tego zwierzaka i boję się, że śmiertelnie się na mnie obrazi.
Natalia