„Niestety okazało się, że poza Darią Jędrek miał kochankę, której zmajstrował dziecko. Spektakularne zerwanie zaręczyn przez przyjaciółkę mojej żony znalazło poparcie i z mojej strony. Jednak nie sądziłem, że cała ta sytuacja odmieni nasze życie i sprawi, że odechce mi się jakichkolwiek wspólnych wyjść”.
* Publikujemy list naszego czytelnika.
Nasze drogi się rozeszły
Od czasów studenckich razem z żoną utrzymywaliśmy kontakt z parą znajomych. Daria — sympatyczna brunetka i Jędrek — mój kumpel z dawnego zespołu byli dla siebie stworzeni. Nigdy nie widziałem, żeby się ze sobą kłócili, zawsze byli bardzo zgodni. Wspólnie jeździliśmy na różne koncerty, a w weekendy spotykaliśmy się na piwie czy pizzy. Niestety okazało się, że poza Darią Jędrek miał kochankę, której zmajstrował dziecko.
Chcąc nie chcąc, nasze drogi się rozeszły. Daria nie potrafiła mu tego wybaczyć, co mnie wcale nie dziwi, a moja Karina uznała go za największego buraka wszech czasów i postanowiła zerwać z nim kontakt. Sam też uznałem, że to, co zrobił Darii, było prawdziwym świństwem, więc spektakularne zerwanie zaręczyn przez przyjaciółkę mojej żony znalazło poparcie i z mojej strony. Jednak nie sądziłem, że cała ta sytuacja odmieni nasze życie i sprawi, że odechce mi się jakichkolwiek wspólnych wyjść.
Chcieliśmy uchronić ją przed depresją
Początkowo Daria była bardzo przygnębiona całą sytuacją. Nic dziwnego! W końcu rozglądali się już za salą ślubną i wybierali zaproszenia dla najbliższych. Razem z Karinką próbowaliśmy ją pocieszyć, bo o mały włos a otarłaby się o depresję. Sam wiem, co to za okrutna choroba, bo mój ojciec na nią chorował, gdy byłem młodszy. Postanowiliśmy zrobić wszystko, żeby ją przed tym uchronić.

Coraz częściej zapraszaliśmy ją do siebie, zabieraliśmy na spacery czy we trójkę jeździliśmy nad jezioro. Miarka się jednak przebrała, gdy Daria towarzyszyła nam w romantycznej kolacji z okazji rocznicy ślubu. Oczywiście, że tego dnia musiała zadzwonić do Karinki ze swoimi gorzkimi żalami, jakby całkowicie zapominając o naszym ślubie, na którym notabene była świadkową.
Widząc rozczarowanie wymalowane na twarzy Kariny, postanowiłem zgodzić się na jej obecność w restauracji. Wolałem to jakoś przeczekać, niż kłócić się z żoną w tym ważnym dniu, mając nadzieję, że zje tylko kolację, wypije wino i pójdzie do siebie.
Piąte koło u wozu
Daria niestety postanowiła towarzyszyć nam do białego rana, odprowadzając nas do domu, a później wchodząc do niego jak do własnego. Dziewczyny puściły jakiś film i zaczęły rozgrzebywać przeszłość, wspominając tego drania Jędrusia, a ja z nudów zasnąłem nie wiadomo kiedy.
Powoli mam już tego dość. Daria jest jak piąte koło u wozu i odkąd zerwała zaręczyny, ciągle za nami łazi. Chcę w końcu pobyć sam na sam z moją żoną, a nie non stop znosić jej towarzystwo. Niech sobie w końcu kogoś znajdzie i da nam święty spokój!
Wkurzony mąż