Czasem w życiu dzieją się takie smutne rzeczy i już masz wrażenie, że najgorsze masz za sobą, a potem znów dostajesz kolejną okropną niespodziankę. Najpierw śmierć żony, która sprawiła, że moje życie się w jednej chwili zatrzymało, a potem to okropne zdarzenie na cmentarzu. Nie mogę w to uwierzyć...
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Nagła śmierć żony
Z żoną dzieliliśmy razem 20 lat naszego życia. Ślub wzięliśmy w wieku 26 lat i w przyszłym roku świętowalibyśmy 25 lecie naszego związku. Niestety, zawsze jak człowiek planuje, myśli sobie i się cieszy, zawsze musi dojść do jakiejś tragedii. Moja żona nie dożyła 51 urodzin. Zmarła kilka miesięcy temu.
Edyta była miłością mojego życia i czułem z nią takie wyjątkowe połączenie. Może dlatego nie chciałem, żeby wychodziła tego dnia z domu i raczej mówiłem jej, żeby nie szła tego dnia do pracy i wzięła wolne. Gdy ona pytała, dlaczego, ja nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu miałem złe przeczucia.
Jak zwykle o 6 rano, moja żona wyszła z domu, bo pracę zaczynała o 7. Ja natomiast zaczynałem dopiero po 9, dlatego wychodziliśmy oddzielnie i szliśmy w oddzielnych kierunkach.
Gdy wychodziłem do pracy, dostałem telefon — z nieznanego numeru. Odebrałem i usłyszałem, że moja żona poniosła śmierć na miejscu w wypadku i jej życia nie udało się uratować. Od razu, tak szybko... Nic nie dało się zrobić.

Ktoś kradnie znicze z grobu mojej żony
Przeżyłem śmierć mojej żony... Moje życie rozpadło się na kawałki, ale nie chcę o tym pisać w tym liście, ale skupić się na surowych faktach i oczyścić się ze złych emocji. Pogrzeb był naprawdę piękny i przyszło bardzo wiele osób, które chciały pożegnać moją żonę. Na grobie pojawiło się mnóstwo drogich zniczy i kwiatów. Pomyślałem sobie, że codziennie będę przynosić nowe, piękne znicze dla żony w imię hołdu dla swojej żony.
Zawsze przychodziłem każdego ranka o 8 rano na cmentarz i paliłem nowe znicze, siedziałem i rozmawiałem z moją żoną, mówiąc jej o tym, co słychać w moim życiu. Powoli godziłem się z tą nową sytuacją, że mojej żony już nie ma i rozumiałem, że widocznie taka była wola Boga.
Niestety, mój pokój zmąciła sytuacja, do której doszło w zeszłym tygodniu. Jak co tydzień przyszedłem na cmentarz i zauważyłem wtedy, że ktoś ukradł wszystkie znicze z grobu mojej żony. Byłem w kompletnym szoku.
Natychmiast zgłosiłem sprawę na policję, ale sam też postanowiłem działać i kupić jeszcze więcej ładnych zniczy i sprawdzić, czy złodziej się skusi. W jednym ze zniczy zamontowałem ukrytą kamerkę i codziennie wieczorem sprawdzałem, co się dzieje.
Bardzo szybko okazało się, że znicze kradnie jeden z moich sąsiadów. Na kamerze złapałem go na gorącym uczynku i naprawdę byłem w szoku. Najpierw żona zmarła śmiercią tragiczną, a potem jeszcze ten człowiek kradł znicze z jej grobu. Nie da się jednak ukryć, że i tak najbardziej szokuje powód, dla którego on się na to zdecydował.
Wspólnie z policjantem pojechaliśmy do jego domu. Okazało się, że powód, dla którego to robił, był prozaiczny. Sąsiad był zazdrosny, widząc "takie piękne znicze" i stwierdził, że skoro mnie stać, to on je zabierze, bo ja i tak kupię sobie nowe.
Jestem w szoku. To naprawdę nieludzkie...
Jacek