„Gdy koleżanki dzieliły się ze mną opowieściami na temat lekkomyślności swoich mężów, to dziękowałam bogu, że mnie trafił się ten zdrowo myślący. Mój spokój i radość zniknęły jednak w chwili, gdy zorientowałam się, że z naszego wspólnego konta zniknęło kilka tysięcy. Mąż wydał to na swoje fanaberie i prawdopodobnie liczył, że nigdy o niczym się nie dowiem. Nie sądziłam, że te rzeczy mogą aż tyle kosztować”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Małżeńskie konto oszczędnościowe
W sumie to mogłabym uznać, że to, co mi się przytrafiło, jest pewnego rodzaju karą za moje ocenianie mężów moich koleżanek. Nie wiem, dlaczego byłam taka pewna, że mój nie ma ciągot do podejmowania tak nieracjonalnych decyzji. Teraz mam podejrzenia, że sytuacja ze znikającymi pieniędzmi z naszego wspólnego konta oszczędnościowego, nie jest jedyną rzeczą, którą Maciej przede mną ukrywał, ale po kolei.
Wspólne konto oszczędnościowe założyliśmy dawno temu, ale jak się rozmawia z ludźmi, to nie każdy odkłada grosz na czarną godzinę, co z drugiej strony w ogóle mnie nie dziwi. Czasy są, jakie są i z miesiąca na miesiąc pensja ubywa w coraz szybszym tempie. My całe szczęście możemy sobie pozwolić na to odkładanie i w zależności od danego miesiąca, przelewamy do wspólnej skarpety różne kwoty.
Przez lata uzbieraliśmy dość sporą sumę, ale żadne z nas nie zaglądało na to konto co drugi dzień, bo jak sama nazwa wskazuje, były to pieniądze na czarną godzinę. Niestety albo i stety całkiem przypadkiem okazało się, że ja i mój mąż zupełnie inaczej interpretujemy, czym jest tak zwana czarna godzina...
canva.com
Kosztowne zainteresowania małżonka
Nigdy nawet przez chwilę nie pomyślałam, że mój facet może bez mojej wiedzy wydawać nasze wspólne pieniądze i to jeszcze na takie głupoty, jak kolekcjonerskie modele lokomotyw kolejowych. Już chyba wolałabym, aby wydał je na jakieś wyjścia z kolegami lub cokolwiek innego.
O wszystkim dowiedziałam się któregoś pięknego popołudnia, gdy zobaczyłam, że Maciej jest akurat zalogowany na naszym rachunku oszczędnościowym. Podeszłam więc, aby zobaczyć, ile już udało nam się zgromadzić, ale o wiele bardziej zainteresowała mnie lista operacji, wyświetlająca się na ekranie komputera tuż pod stanem konta. To były trzy przelewy wychodzące na łączną kwotę ponad czterech tysięcy złotych, wszystkie z maja tego roku.
Z lekkim niepokojem zaczęłam dopytywać, o co z tym chodzi i dlaczego są to transakcje wychodzące, skoro z tego rachunku nigdy nie pobieraliśmy żadnych pieniędzy. Mój mąż wstał i poszedł do piwnicy, z której przyniósł trzy kartonowe pudełka, a w każdym z nich znajdował się model lokomotywy. Wtedy wiedziałam już, o co chodzi, gdyż to, że Maciek jest fanem kolei, nie było żadną tajemnicą, ale okazało się, że wokół tej pasji jakieś tajemnice jednak były i to nietanie.
Przez chwilę próbował mi tłumaczyć, że za kilka lat sprzeda zakupione gadżety z dużym zyskiem, ale nie chciało mi się tego wysłuchiwać. Dałam mu czas do końca sierpnia na zwrot tych pieniędzy, a jeśli tego nie zrobi, to sama nie wiem... Najbardziej było mi przykro dlatego, że wiele rzeczy się dzieciom odmawia, bo jest nam po prostu szkoda pieniędzy, a on wydawał tysiące na tak bezsensowne głupoty. Całkowicie straciłam do niego zaufanie.
Zawiedziona żona