"Jesteśmy z Anną już 35 lat po ślubie. Od zawsze była dla mnie najpiękniejszą kobietą na Ziemi! Kiedy się poznaliśmy, wprost nie mogłem od niej oczu oderwać. Lata mijały, a ja ciągle byłem pod wrażeniem jej urody. Nadal tak jest! Niestety moja żona od kilku lat uważa, że jej moment przeminął. Wypatruje wszystkich oznak upływającego czasu i każdą z nich analizuje tak, że urasta do nie wiadomo jakich rozmiarów. Czuję się trochę winny tej sytuacji – za rzadko mówiłem jej, że jest wspaniała, że niezmiennie mi się podoba... Teraz próbuję to nadrobić, ale Ania zarzuca mi nieszczerość. Jak mam jej pomóc znów uwierzyć w siebie?"
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Moja żona jest najpiękniejsza. Nadal!
Anna jest przepiękną brunetką – jej włosy przetykają teraz szlachetnie siwe pasma, z którymi moja żona zażarcie walczy. Moim zdaniem srebrne kosmyki tylko dodają jej uroku, ale rozumiem, że woli pozostać przy swoim ulubionym kolorze włosów. Niestety ją te siwe odrosty ogromnie denerwują i ciągle wysłuchuję tylko utyskiwań, że znów musi zapisać się do fryzjerki...
Podobnie jest ze zmarszczkami. Ania spędza długie godziny przed lustrem, wpatrując się w swoją śliczną twarz. Kremuje, masuje, chodzi na różne zabiegi, ale jest niepocieszona, że co jakiś czas zauważa kolejną zmarszczkę. Mówię jej wtedy, że ja też mam zmarszczki i że świetnie do siebie pasujemy, ale to ją nie bawi. Zaczyna tłumaczyć mi wtedy zjawiska podwójnych standardów i niewidzialnych kobiet po pięćdziesiątce.
Najgorzej jest, kiedy jedziemy nad morze. Anna od kilku lat uparcie odmawia noszenia kostiumu dwuczęściowego. Kiedyś tylko takie wybierała, a teraz nie dość, że kupuje takie zabudowane modele, to jeszcze zazwyczaj zakrywa się jakąś chustą. Nie wygląda, jakby plażowanie sprawiało jej jakąkolwiek przyjemność.
Moje komplementy trafiają w próżnię...
Długo zastanawiałem się nad tym, co stoi za tak krytycznym postrzeganiem siebie. Może jest rzeczywiście tak, że moja przyzwyczajona do komplementów żona w pewnym momencie przestała ich tyle słyszeć? Po części winię siebie, w ostatnich latach byłem tak skupiony na pracy, że dużo mniej czasu spędzaliśmy razem i brakowały takich zwyczajnych, leniwych chwil tylko we dwoje. Nie potrafię rzucać komplementów w biegu, zawsze potrzebowałem do tego odpowiedniego momentu.
Ostatnio próbuję nadrobić moje zaniedbania i staram się regularnie powtarzać Ani, że jest przepiękną kobietą. Niestety ona mi po prostu nie wierzy i denerwuje się, że na siłę próbuję ją zadowolić. Przyznam, że jestem w kropce. Co mogę zrobić, żeby mi uwierzyła i znów zaczęła patrzeć na siebie łaskawszym wzrokiem?
Hubert