"Koleżanki pytają mnie, co się stało, że widzą mnie ostatnio taką rozpromienioną. Z dnia na dzień stałam się znów zgrabną, piękną kobietą, świadomą własnej wartości. Fakt, odzyskałam pewność siebie i wiarę, że jestem coś warta i mogę coś w życiu osiągnąć... Ostatnio nawet tak przyziemnie zajęcie jak stanie przy garach znów zaczęło sprawiać mi satysfakcję, której dawno nie czułam w kuchni (nie mówiąc już o sypialni). Znów jestem piękna, inteligentna i super gotuję. A wystarczyło tylko pożegnać się dawnym partnerem i znaleźć kogoś, kto w niczym tamtego nie przypomina..."
Latami tkwiłam w związku, który ciągnął mnie w dół
Mój związek z Radkiem to była jakaś gehenna. Oczywiście, przez lata w ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy, tylko znosiłam jego humory i uwagi. Mało tego, często wydawało mi się, że Radek ma rację...
Nie była ze mnie Miss Polonia, ot, zwyczajna, przeciętnego wzrostu i takiej sobie urody dziewczyna. Jako nastolatka miałam kompleksy z powodu swojego wyglądu, choć nie były jakieś ogromne. Byłam raczej realistką niż pesymistką.
Z takim bagażem weszłam w mój pierwszy poważny związek w młodym wieku. Radek był ode mnie o 10 lat starszy, imponował mi doświadczeniem, pewnością siebie, było poza tym niesamowicie przystojny.
Pod tą piękną fasadą krył się jednak słaby charakter. Okazał się toksycznym człowiekiem, który czepiał się wszystkiego... A już zwłaszcza mnie... Z drugiej strony wiecznie powtarzał, że powinnam być mu wdzięczna za to, że się we mnie zakochał.
Mimo tych słów dla niego zawsze byłam niewystarczająca... Niezbyt ładna, niezbyt wysoka, za mało dbająca o wygląd. Był na tyle bezczelny, że potrafił przy mnie porównywać mnie z innymi kobietami spotykanymi na ulicy, i komentować, co mają lepsze.
A moje małe kompleksy rosły i rosły. Nie miałam już nawet ochoty próbować, bo i tak bym go nie zadowoliła.
Nie było dnia, żeby czegoś we mnie nie skrytykował. Oczywiście, jego zdaniem gotowałam też nie tak, jak trzeba. On jest szanowanym biznesmenem, stołuje się w hotelach i gustuje w kuchni fusion.
Na co jemu mój zwykły schabowy z ziemniakami i mizerią...
Nie doceniał też mojej pracy ani pomysłów.

Gdy zmieniłam partnera, mój zły sen prysł
Trwało to wszystko przez 5 długich lat... Aż kiedyś zupełnym przypadkiem wychodziłam z księgarni i wpadłam na kolegę z pracy. Blondyna z sąsiedniego działu, z którym kilka razy wymieniłam parę przelotnych zdań. On z wypiekami na twarzy zaprosił mnie na kawę...
I tak się zaczęło, od niewinnej rozmowy o książkach. Nagle okazało się, że inny człowiek, w dodatku przystojny mężczyzna, widzi we mnie coś więcej niż tylko niedociągnięcia. O wiele więcej! Byłam zszokowana...
Jesteśmy ze sobą już od roku. Po tamtym narcyzie zostało tylko wspomnienie. Koleżanki pytają mnie, co się zadziało w mojej głowie, że widują mnie taką rozpromienioną i uśmiechniętą. Z dnia na dzień stałam się znów zgrabną, piękną, zmysłową kobietą, która jest świadoma własnej wartości.
Adam docenia mnie i wciąż mi mówi, jaka jestem piękna. Często się przytulamy, spędzamy ze sobą czas. Nawet wspólne stanie przy garach stało się przyjemnością, której od dawna mi brakowało... Teraz gotujemy razem i Adam zawsze chwali, że jestem świetną kucharką, bo u nikogo schabowy nie smakuje tak jak u mnie.
A w łóżku zaczyna się bajka, bo mój partner słucha moich potrzeb, a nie myśli tylko o sobie.
To nie ja się zmieniłam. To Adam odkrył mnie taką, jaką jestem
Zdradzę Wam swój sekret. Jestem taka sama, jak kiedyś. Nie urosłam, nie schudłam, nie poszłam do chirurga plastycznego; moja szafa nie przeszła rewolucji, a kurs gotowania to nadal tylko plany.
Nadal chodzę w tych samych ciuchach i wygodnych butach, które zawsze lubiłam, a które tak bardzo nie podobały się mojemu poprzedniemu facetowi...
Jednak jestem też zupełnie inna — piękna, pewna siebie, wspaniała. Wystarczyło tylko zmienić partnera na kogoś, kto mnie docenia, zamiast ciągnąć w dół...
Beata