"Paweł to mój drogi kolega i nie da się ukryć, że znamy się jak łyse konie. Nie sądziłem jednak, że Paweł, którego znam tak dobrze, zaproponuje mi coś takiego. Jego propozycja jest dla mnie zaskoczeniem".
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Ja i Paweł jesteśmy jak bracia
Pawła poznałem jeszcze w zerówce. Już wtedy byliśmy fajnymi kumplami. Potem jednak nasze drogi się rozeszły, bo ja poszedłem do jednej podstawówki, a on do drugiej.
Wiele takich znajomości w życiu się rozpadło, ale nie ta moja z Pawłem. Magicznie spotkaliśmy się w 1 gimnazjum i znów zawarliśmy znajomość. Często jeździliśmy razem na zajęcia autobusem i siedzieliśmy w jednej ławce. Takie z nas były ananasy z jednej klasy.
Potem w liceum też poszliśmy do jednej klasy o profilu humanistycznym i historia z gimnazjum zaczęła się powtarzać.
Rozdzieliliśmy się po raz kolejny na studiach, bo Paweł wybrał bardziej studia umiędzynarodowione, ale za to w tym samym mieście co ja, chociaż na innej uczelni.
Warto jednak zauważyć, że wciąż obok siebie mieszkaliśmy i czasem wychodziliśmy przybić piąteczkę lub żółwika pod Żabką, lub Stokrotką.
Toczyliśmy też chętnie różne rozkminy życiowe na temat pozycji przegrywa we współczesnym świecie i brzydkich mężczyznach, którzy nie mogą znaleźć sobie dziewczyny. Obydwoje nie pracowaliśmy i raczej spędzaliśmy czas na narzekaniu na swój los i zjadaniu obiadków przygotowanych przez rodziców. Z grubsza jednak nie było najgorzej. No i chociaż jak cierpieć, to cierpieć wspólnie.

Paweł złożył mi nieoczekiwaną propozycję
W życiu bym się nie spodziewał, że Paweł, ten Paweł zaproponuje mi COŚ TAKIEGO. Myślałem, że wyskoczę z butów, gdy złożył mi taką propozycję, która sprawiła, że tego dnia spojrzałem na niego zupełnie innym okiem.
Uśmiechnął się do mnie ukradkiem, a potem wygłosił te słowa, które zapamiętam na bardzo długo.
Mam tego dość. Trzeba skończyć z tym, że nie mieliśmy jeszcze żadnej kobiety. Tak dalej być już nie może. Idziemy do klubu i tam razem poznamy po raz pierwszy w sensie biblijnym kobietę, jeśli wiesz co mam na myśli.
Oczywiście, że wiedziałem, bo przecież bywały lata w liceum, gdzie studiowało się to i owo z Ewangelii i człowiek takie pojęcia znał. Znał przynajmniej w teorii, bo o praktyce nie było wcześniej przecież mowy.
Zdziwiła mnie propozycja Pawła, bo znam go nie od dzisiaj i wiem, że nie lubi życiowych zmian. A jednak cicha woda brzegi rwie.
Paweł zaskoczył mnie też tym, że stwierdził, że skoro chodziliśmy razem do jednej zerówki, jednego gimnazjum i jednego liceum, to trzeba teraz z jedną i tą samą dziewczyną zrobić to po raz pierwszy.
Nie uważacie, że to trochę dziwne? Tak z kolegą, ten teges? Jakoś trudno mi to sobie wszystko wyobrazić, więc proszę Was o opinię. Czy to normalne?
Krzysiek