"Zostawiłam pracę na rzez zajmowania się domem i trójką naszych dzieci. Każda mama choćby jednego dziecka przyzna, że to wcale nie taka łatwa sprawa, przez przynajmniej 12 czy 14 godzin na dobę zająć mu czas w taki sposób, aby się nie nudziło. A u mnie dochodzą jeszcze wieczne kłótnie, bijatyki i milion innych problemów razy trzy, bo każde dziecko ma swoje powody do płaczu i krzyku. Czuję się jak na etacie, a nawet na dwóch. Ale mój mąż ma w naszym domu TYLKO jeden obowiązek i uważa, że to i tak dużo, bo on pracuje. Poza tym podobno to najgorsze zadanie, jakim mogłam go obciążyć. Ja się na to nie piszę i naprawdę wolę wrócić do pracy. Niech on zajmuje się domem i dziećmi".
*Publikujemy list od czytelniczki.
Jest mi ciężko
I chyba nie myślałam nawet, że ta codzienność w rodzicielstwie przytłoczy mnie aż tak bardzo. Niby świadomie zgodziłam się na rozwiązanie, że ja zostaję w domu, a mąż pracuje, choć zarabialiśmy podobnie. No ale mam wrażenie, że jakoś tak matka w tych pierwszych latach życia dziecka jest mu jednak bliższa.
W każdym razie nie myślałam, że spadnie na mnie aż tak dużo liczba obowiązków.
Nie powiem, że mój mąż nie posiedzi z dziećmi, jak wraca z pracy, bo robi to i nawet chętnie. Gra z nimi w gry, pójdzie na spacer, ale takich obowiązków typu składanie prania, czy mycie naczyń to nie wykonuje niestety.
Twierdzi, że i tak dużo robi
No i nie podważam tego, bo 8 godzin w pracy na wymagającym stanowisku to też trudna sprawa. Jednak jak wraca do domu, to już się nie udziela w tych wszystkich obowiązkach, a łatwiej zająć się ogarniętymi i nakarmionymi dziećmi niż takimi, które trzeba wcześniej przygotować do dnia kolejnego.
Ja wieczorem jestem tak zmęczona, że padam przy usypianiu najmłodszego syna i to często w ubraniach.
Może nie powinnam się żalić. Nie jestem żadną matką Teresą i wiem, że wiele kobiet ma podobną sytuację do mojej, ale związek to przecież partnerstwo. Mój mąż wyznaje mi miłość, ale nie troszczy się o mnie, nie wspiera mnie nawet, gdy widzi, że mi jest już naprawdę ciężko.

Ma tylko jeden obowiązek
Wypisałam raz listę wszystkich obowiązków domowych i zaplanował co i kiedy trzeba zrobić. Mój mąż stwierdził, że zabierze mi to, co najgorsze, po czym zarezerwował sobie mycie toalety, 3 razy w tygodniu. No i robi to, faktycznie to robi. Nie muszę mu przypominać.
Ale potrafi w ciągu godziny wypić coś z 3 różnych szklanek i żadnej z nich nie umyć. Nie wyniesie brudnych ubrań do łazienki, nie poskłada prania, nie zrobi nic ponadto mycie kibla, że tak brzydko napiszę.
Nie wiem jak mam na niego wpłynąć. A on jeszcze dodatkowo się obraża wieczorem, jak chce bliskości, a ja mówię, że nie mam siły. Tylko że ja nie mam jej naprawdę. Zasypiam na stojąco i w ogóle moje życie stało się takie czarno-białe. A zawsze miało tyle barw.
Nie wiem jak znaleźć tutaj jakiś złoty środek. Tak, żeby i wilk był syty i owca cała. Ale długo już tak nie pociągnę.
Zmęczona żona i mama