„Spełnianie oczekiwań rodziców nigdy nie było moi priorytetem zarówno jeśli chodzi o edukację, jak i sprawy związane z zakładaniem rodziny i tak dalej. Wpadałam w szał, gdy mama mówiła do mnie w kółko, że chce mieć piątkę wnucząt i dla własnego zdrowia powinnam zacząć rodzicielstwo jeszcze przed trzydziestką. Żyłam po swojemu i widziałam tylko czubek swojego nosa, ale do czasu”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Ciężka choroba naprawiła ochłodzoną relację
To ciągłe gadanie o zakładaniu rodziny i o tym, że to jest obligatoryjny cel w życiu każdego człowieka, doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Wszyscy, począwszy od starszego brata, który rodzinę już miał, przez rodziców aż po prababcię cały czas męczyli mnie tym tematem. Miałam 23 lata i w mojej głowie siedziały zupełnie inne rzeczy niż ślub i dzieci, a z tego, co pamiętam, to w ogóle nie chciałam pchać się w macierzyństwo.
Przez ciągłe wywieranie presji musiałam mocno ograniczyć kilka rodzinnych relacji, a przede wszystkim z moją mamą, która nie potrafiła odpuścić. Przestałam zaglądać do domu, dzwoniłam od święta i to wszystko. Widziałam, że jej nie przegadam, bo przez życie wychowywała się na wsi i mamy zupełnie inne przekonania. Nawet nie liczyłam, że kiedykolwiek je zmieni.
Nie liczyłam też, że ja kiedykolwiek zmienię swoje, bo z charakteru jestem strasznym uparciuchem, ale nagle wydarzyło się coś, co mnie złamało. Pozornie niegroźne problemy ze zdrowiem mojej mamy bardzo szybko doprowadziły ją do stanu, w którym nie było już odwrotu. Chemioterapia przestała działać, a jedynym i ostatnim sposobem na cokolwiek, było po prostu czekanie. To był też moment, w którym rozmawiałam z mamą najwięcej i znów się do siebie zbliżyłyśmy.
canva.com
Kochająca córka: „Spełniłam ostatnią prośbę mojej mamy...”
Mama odeszła kilka miesięcy przed moimi 25. urodzinami, co było dla mnie niewyobrażalnie traumatycznym przeżyciem i nawet dziś mając już 43 lata, czuję się przygnębiona, gdy muszę sobie o tym wszystkim przypomnieć. Kilka miesięcy dochodziłam do siebie i gdyby nie mój ówczesny chłopak (obecnie mąż), to nie wiem, co by się ze mną stało.
Podziwiam go, że dał mi tyle oparcia i znosił moje niezrozumiałe zachowania w tamtym okresie. Ta tragedia była dla nas życiowym sprawdzianem i być może właśnie dlatego Darek jest moim mężem i mamy piętkę dzieci. Tak, spełniłam ostatnią prośbę mojej mamy, choć nie było łatwo. Dziś niczego nie żałuję i żyję mi się lepiej z przekonaniem, że mama gdzieś tam z góry na nas patrzy i być może jest ze mnie dumna.
Mimo trudnych momentów jestem szczęśliwą i spełnioną kobietą, której życie pomogło rozbudzić wewnętrzny potencjał oraz odnaleźć właściwą drogę. Słowa mojej mamy, które nie docierały do mnie, kiedy miałam dwadzieścia lat, dziś podnoszą mnie na duchu, gdy dopada mnie chwila zwątpienia. Rodzina to najważniejszy skarb w życiu każdego człowieka.
Kochająca córka