"Zawsze w życiu byłam samotniczką, która udawała kogoś innego. Moje sekrety znała tylko najbliższa rodzina i nikt inny. Wreszcie poznałam fajnych ludzi i prawdziwych przyjaciół i moje życie się zmieniło. Nowi znajomi namawiają mnie na wspólny wyjazd. Boję się jednak, że gdy mnie poznają, to zobaczą, z czym muszę się borykać na co dzień i wszyscy się ode mnie odsuną. Z drugiej strony trudno ukrywać się całe życie".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Mam poważne problemy zdrowotne
Odkąd pamiętam, mam poważne problemy zdrowotne, które wpływają na mój sposób życia. W podstawówce i w gimnazjum spotykałam się z niewyobrażalną falą hejtu. Od młodości miałam bowiem niekontrolowane napady padaczki, za co inne dzieci ciągle mnie stygmatyzowały i wyzywały. Gdy poszłam do liceum i dostałam mocniejsze leki, byłam w stanie mniej więcej kontrolować swoje schorzenie. U mnie objawiło się to w taki sposób, że jak czułam się gorzej, to po prostu już tego dnia nie szłam do szkoły i zazwyczaj miałam napad padaczkowy.
Na studiach też trzymałam się na uboczu i unikałam kontaktu z innymi ludźmi i znów, jak się gorzej czułam, opuszczałam zajęcia, a potem je nadrabiałam. Byłam dość ambitna i zdolna, więc udało mi się pomimo tych nieobecności ukończyć studia z wyróżnieniem.
Potem przez długi czas szukałam pracy w swojej branży, jednak nie było to łatwe z tego powodu, że nie chciałam cały czas pracować stacjonarnie, bo znów — patrzyłam przez pryzmat mojej choroby. Nie chciałam, żeby ktoś się o tym dowiedział.

Poznałam fajnych ludzi w pracy, ale jest pewne, ale
Dużo zmieniło się, gdy podjęłam pracę hybrydową, w której to od pracowników zależało, czy dzisiaj przychodzą do biura. To znaczy, w większości mieliśmy pracować stacjonarnie, ale też nikt nie robił mi problemów, jeśli konkretnego dnia mówiłam: dzisiaj pracuję zdalnie.
Tym sposobem przez długi czas udawało mi się ukryć chorobę przed pracownikami firmy.
Z drugiej jednak strony z niektórymi z nich bardzo się zaprzyjaźniłam — zaczęłam się spotykać i spędzać czas. Muszę przyznać, że jest to dla mnie nowość. Zawsze nie miałam żadnych przyjaciół i mogłam liczyć tylko na swojego ojca i swoją matkę, którzy nigdy nie wyjawili mojej tajemnicy.
Teraz jednak troszkę się to zmieniło. Pierwszy raz w życiu nawiązałam kontakt z naprawdę fajnymi ludźmi, którzy wnieśli do mojego życia wiele radości.
Pewnego dnia szef zaprosił nas wszystkich na wspólny dwutygodniowy wyjazd, który dodatkowo miał być finansowany przez firmę. Moi przyjaciele byli bardzo szczęśliwi, że wreszcie spędzimy razem aż dwa tygodnie, a ja...
W teorii — brzmi ekstra. W praktyce? Jestem prawie o tym przekonana, że w ciągu tych dwóch tygodni czeka mnie co najmniej jeden "atak". Nie wiem, jak oni zareagują. Leki mogę ukryć, skłamać, ale taką chorobę ukryć, to prawie niemożliwe. Może powinnam się z tego wyjazdu jakoś "wykręcić"?
Marzena