"Tydzień temu zostałam mamą prześlicznej dziewczynki. Co było dla mnie niespodzianką, bo to do końca miał być chłopiec. Ja już mówiłam do tego brzucha po imieniu, a po porodzie okazało się, że to córka! Dla mnie to dobrze. Zawsze marzyłam o córeczce, tylko mąż przeżył mały zawód. Ale już mu przeszło. Też pokochał Gabrysię całym serduchem. Chciałam, żeby ten pierwszy miesiąc był tylko dla nas. Bez żadnych gości i wizyt u nikogo, ale mój szwagier codziennie pytał, kiedy będzie mógł przyjść, więc dla świętego spokoju się już zgodziłam. No i przyszedł, a małej przyniósł dość... nietypowy prezent, jak na pierwszą wizytę. On chyba upadł na głowę, serio!"
*Publikujemy list czytelniczki.
Od tygodnia jestem mamą
Nie myślałam nawet, że te pierwsze dni będą dla mnie takie trudne. Ale takie właśnie są. Nie czuję się najlepiej fizycznie, a psychicznie też nie jest jakoś super.
Nie mam ochoty na żadne wizyty gości i od razu to zaznaczyłam. Jeszcze przed porodem mówiłam o tym każdemu. Chciałam, żeby ten pierwszy miesiąc był typowo dla nas. Dla mnie, męża i naszej córeczki.
No ale nie wszyscy dotrzymali słowa. Szwagier wydzwaniał codziennie i pytał, kiedy będzie mógł zobaczyć małą. Ja już nie wiedziałam, jakie wymówki mam mu podawać, choć liczyłam na to, że wystarczy ta jedna. Po prostu nie mam siły ani ochoty!
Ten jednak nie dawał za wygraną, a z drugiej strony pytał o córcię z mega troską no i moim zdrowiem też się interesował. Postanowiłam, że się zgodzę.
Wygrał!
Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek z rodziny, że u nas był, bo przecież zaraz wszyscy by się zlecieli, a nawet babcie mnie rozumiały i postanowiły poczekać z odwiedzinami na bardziej odpowiedni moment.
Tego dnia, w którym szwagier miał do nas zawitać, w sumie po raz pierwszy od tygodnia się ubrałam, bo tak to zawsze chodziłam po domu w koszuli nocnej. Wygodne to dla mnie było, bo karmię małą piersią.
Ale o dziwo, gdy się ubrałam i trochę ogarnęłam, poczułam się znacznie lepiej i pomyślałam nawet, że może miło byłoby jednak, gdybyśmy przyjmowali gości, którzy chcieli nas odwiedzić. Przecież ja zawsze lubiłam ludzi, a wtedy ich od siebie odsuwałam.
To był temat do przemyślenia. Najpierw musiałam sprawdzić, czy towarzystwo szwagra nie będzie dla mnie problemem, bo zmiany nastrój u mnie ostatnio to norma.

Przyszedł
Ależ on miał radość w oczach, gdy po raz pierwszy zobaczył małą. Aż mu się te oczy błyszczały. I sama też się pod nosem uśmiechnęłam. Pomyślałam, że moja córeczka będzie miała wspaniałego, kochającego wujka.
On miał kiedyś dziewczynę, która miała córkę. Przywiązał się do niej mocno i nie mógł sobie poradzić z jej stratą, gdy matka małej postanowiła od niego odejść. Wiem, że byłby dobrym ojcem, ale na razie nie jest mu dane nim być.
A z drugiej strony czy dobry ojciec nie wiedziałby, że noworodkowi nie przynosi się w prezencie musów i słoiczków? Bo z tym właśnie przyszedł do nas szwagier. Mała jest karmiona piersią, więc takich wynalazków spróbuje dopiero za kilka miesięcy. Jak już chciał coś przynieść, to mógł zapytać o to, czego potrzebujemy. Nie pogardzilibyśmy np. paczką pieluszek, ale słoiczki?
No nic... Ostatecznie wizyta była miła, pomijając ten mały szczegół. Szwagier ma zostać chrzestnym, więc myślę, że wszystkiego nauczy się z czasem.
A ja zaprosiłam już do nas obie babcie i jednak będę przyjmować gości w tym pierwszym miesiącu.
Marzena