"Nie spodziewałam się, że wybór kandydata na mojego męża odbije się takim echem w rodzinie i wśród znajomych... Kochamy się i tworzymy zgodną parę. Miłość spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Jesteśmy pewni swojego uczucia i zdecydowani na ślub. Nawet kościelny, o ile proboszcz pozwoli... Szkopuł w tym, że mój narzeczony jest bratem stryjecznym mojego taty, co niektórym w głowie się nie mieści. Dzieli nas wystarczająca odległość na drzewie genealogicznym. Ale ludzie i tak mają na to swoje teorie! To nasza sprawa... Nie robimy nic niedozwolonego".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Zakochałam się w moim dalekim krewnym. Z wzajemnością
Zakochałam się, i to tak na zabój, a on odwzajemnił moje uczucie. Adama znałam już od dzieciństwa, ale nigdy wcześniej nie postrzegałam go w kategoriach romantycznych... Dzieliła nas różnica wieku. Poza tym spotykaliśmy się głównie na ślubach i pogrzebach, a i to nie zawsze, bo nasza rodzina jest duża i rozbita po całej Polsce i za jej granicami też.
Adam był przez kilka lat na emigracji w Holandii, później wrócił. Poznał smak wielkiego świata i znacznie luźniejsze obyczaje. Poprosił mnie o pomoc w znalezieniu lokum po latach nieobecności... i z miejsca nas trafiło strzałą amora.
Szybko zaczęliśmy się ze sobą spotykać, choć na początku mieliśmy pewne wątpliwości, czy to wypada... Trzymaliśmy związek w tajemnicy, żeby ludzie nie gadali. Jednak w miarę upływu czasu byliśmy coraz bardziej pewni, że to ze sobą chcemy spędzić resztę życia. Nie było sensu dłużej się ukrywać.
Sęk w tym, że ja i Adam jesteśmy dalekimi krewnymi z linii bocznej. Dokładnie rzecz biorąc, czwarta albo i piąta woda po kisielu... Gdy rozrysowaliśmy sobie drzewo genealogiczne, okazało się, że to wystarczająca odległość, by wziąć ślub cywilny.
Nie jesteśmy kuzynami. Adam jest bratem stryjecznym mego taty. Znaczy się, moja babcia od strony taty miała rodzonego brata, najmłodszego z czwórki rodzeństwa. I ów brat jest właśnie ojcem mojego Adama. Czyli mnie i mojego narzeczonego nie łączy żadne proste pokrewieństwo, nie jesteśmy rodzeństwem.

Chcemy z Adamem wziąć ślub i nie zawahamy się, chociaż ludzie gadają
Byliśmy ostatnio z Adamem u prawnika, żeby upewnić się, że nie robimy nic niedozwolonego i śmiało możemy szykować się na ślub cywilny. Powiedział, że nie widzi przeciwwskazań. Dla mnie była to cudowna wiadomość! Jakby niebo się nad nami otworzyło.
Ale ludzie wokół i tak gadają... Rodzina jest zbulwersowana. Gdy nasza miłość wyszła na jaw, przestałam odbierać telefony, bo każdy z dobrego serca chciał koniecznie nas przestrzec i zganić, że robimy piramidalną głupotę... Straszyli nas, jakie dzieci urodzą się z tego związku... Same wspaniałe teorie i dobre rady, którymi piekło jest wybrukowane.
Po co oni w ogóle się wtrącają?! To nasza sprawa, co zrobimy ze swoim życiem. Skoro na wszystko jest zezwolenie, to skąd ten bulwers... Z niewiedzy, zazdrości? Początkowo mocno to przeżywaliśmy, ale teraz... już przywykliśmy.
Niech gadają, co chcą, my wiemy, czego najbardziej pragniemy. Przed nami jeszcze tylko rozmowa z proboszczem, czy ślub kościelny też będzie nam dany. Ale nawet bez tego założę białą suknię i będę najszczęśliwszą panną młodą, a potem żoną Adama. Innym nic do tego.
Martyna