Matka czterolatka i sześciolatki o sześciu tygodniach wakacji w domu bez miejsca na dyżur w przedszkolu

Matka czterolatka i sześciolatki o sześciu tygodniach wakacji w domu bez miejsca na dyżur w przedszkolu

Matka czterolatka i sześciolatki o sześciu tygodniach wakacji w domu bez miejsca na dyżur w przedszkolu

Canva

"Zaraz koniec roku przedszkolnego i dzieci wrócą do domu. To dopiero będzie sajgon! Nie wiem, jak ja się odnajdę bez wsparcia ze strony babć i państwa. Niby są te przedszkolne dyżury wakacyjne, ale dostać się tam to jak znaleźć drogę do świętego Graala. Tymczasem gdy moje dzieciaki w wieku 4 i 6 lat są razem w jednym pomieszczeniu, dopiero się zaczyna... Tak się nie da pracować. Strach się bać, co będzie dalej... Zaczynam zazdrościć mamom jedynaków — w porównaniu ze mną one żyją jak pączek w maśle!"

Reklama

*Publikujemy list naszej czytelniczki.

Od lipca przedszkole zamknięte, a ja pracuję w domu z dziećmi

A było tak pięknie... do końca czerwca mój 4-letni syn i 6-letnia córka chodzili do przedszkola. Młodszy zalicza właśnie drugi rok, starsza we wrześniu pójdzie już do szkoły. Tyle że teraz już nie będą chodzić, bo nie dostali się na dwa pierwsze dyżury wakacyjne i od lipca czeka nas 6 tygodni w domu.

Reklama

Dużo dzieci zostało na lodzie i chyba nie ma szans, że to się zmieni. To chore, bo problem powtarza się co rok. Już się boję, co to będzie, bo muszę pogodzić opiekę nad nimi z pracą w domu.

Właściwie od pierwszej ciąży nie wróciłam jeszcze do pracy stacjonarnej, bo po części nie miałam na taką pracę warunków, a po części nie chciałam. Wolałam zająć się wychowaniem, a dorabiać sobie zdalnie. Mogliśmy sobie na to pozwolić, póki inflacja nie dała wszystkim w kość...

Reklama

Teraz jednak nie ma innej opcji i praca w pełnym wymiarze to mus. Na szczęście znalazłam posadę zdalną, bo bez pomocy ze strony dziadków i teściów nie dalibyśmy rady inaczej. Mój mąż stara się, jak może, jednak w domu nie ma go przez całe 10 godzin. Gdy go nie ma, a dzieci w przedszkolu, ja mam czas wywiązać się z obowiązków.

Reklama

Kobieta w żakiecie trzyma telefon i puka palcem w skroń Canva

Reklama

Chciałam je nauczyć kompromisu. A oni i tak drą koty

Wcześniej bardzo dużo czasu poświęciłam na to, żeby być z dziećmi i wychować ich na ludzi. W końcu to był ten moment — jak dorosną, już nie będą z takim autorytetem traktować rodziców. Uczyłam porozumienia, sztuki kompromisów. Bezskutecznie.

Reklama

Nie miałam pojęcia, że 4- i 6-letnie dzieci są w stanie rozkręcić taką aferę np. o ostatnią kartkę papieru albo kolor mazaka, bo oczywiście żadne z nich NIE MOŻE użyć o 5% innego odcienia... Musi być ten jedyny, którego używa to drugie.

Największe schody zaczynają się wtedy, kiedy syn i córka są chorzy i nie mogą chodzić do placówek, albo przychodzą wakacje. Wtedy to już zupełnie mamy sajgon, bo przy chorobie albo pracy z przymusu nie wychodzimy z domu, a dolegliwości lub nuda potęgują efekt i mamy klops. WSZYSTKO może stać się punktem początkowym, który wyzwoli lawinę. To kompletnie rozwala plan dnia.

ALe nawet jak moje dzieci są zdrowe, a są po prostu razem, też dają czadu. Starsza siostra jest bardzo sprytna i cwana — nie zaczepia brata bezpośrednio... To by było za proste! Za to potrafi powiedzieć dokładnie to, co najbardziej wytrąci z równowagi młodszego syna. Zawsze w punkt! Nie wiem doprawdy, jak ona to robi...

Czasem nawet ja nie wiem, jak jej wytłumaczyć i odpowiedzieć. Syn też nie wie, dlatego z tej bezsilności robi jedno — bierze starszą za łeb i zaczyna się wizg i szarpanina. A starsza udaje niewiniątko, że to nie ona zaczęła, i próbuje oddać. I awantura gotowa.

Tłumaczenie nie pomaga na kłótnie. Zazdroszczę mamom jedynaków - one nie mają problemów

Strach się bać, co będzie dalej, gdy przyczyny kłótni z dziecięcych sporów zmienią się w bardziej dorosłe tematy! Nie wiem, jak my będziemy funkcjonować pod jednym dachem...

Nieraz tłumaczyłam, że kłócenie się i godzenie jest bez sensu - trwa znacznie dłużej, niż rozmowa i próba kompromisu. Do tego awantura psuje atmosferę i skraca czas na zabawę. Ale w sytuacjach spornych dzieci o tym zapominają...

Zazdroszczę rodzicom jedynaków... Ci to żyją sobie jak pączki w maśle. Żadnych problemów i kłótni między rodzeństwem, Ech, gdybym o tym wiedziała te pięć lat temu...

Mama z dwójką huncwotów

Strażak adoptował nowo narodzoną dziewczynkę. Znalazł ją w oknie życia. Od 10 lat z żoną starał się o dziecko Zobacz galerię!
Źródło: youtube.com/@News6WKMG
Reklama
Reklama