"Długo zwlekałam z decyzją o rodzicielstwie. Bałam się, że gdy zajdę w ciążę, to po pewnym czasie stracę pracę, którą zawsze bardzo lubiłam. Od wielu lat pracowałam w tej samej firmie, gdzie nietrudno było o awans. Moja mama jednak zawsze, gdy się widziałyśmy, wspominała mi, że bardzo chciałaby już zostać babcią. Że teraz jest dobry czas, bo ona jeszcze ma siłę na to, żeby zająć się wnukiem czy wnuczką. Zapewniała, że mi pomoże i jeśli będę chciała czy musiała wrócić do pracy, to ona przejmie opiekę nad maluszkiem. Za jej namową zaczęłam starać się z mężem o dziecko. Po roku chciałam wrócić do pracy, a ona stwierdziła, że owszem, pomoże mi przy synku, ale zażyczyła sobie za to całkiem pokaźną sumkę. Tylko że ja nie mam wyboru. Muszę jej zapłacić".
*Publikujemy list od czytelniczki.
Zwlekałam długo z ciążą
Instynkt macierzyński już dawno dawał o sobie znać, ale ja jakoś bałam się podejmować tę poważną decyzję o rodzicielstwie.
W dodatku miałam z tyłu głowy myśl, że pracodawca może mnie po pewnym czasie zwolnić. Dziecko to obowiązek i poświęcenia i wiadomo, że kiedy choruje, to pracownik stara się wolne, żeby się tym maluszkiem opiekować.
Bałam się, że stracę pracę, którą tak bardzo od zawsze kochałam. Przepracowałam w tej firmie wiele lat i tylko zmieniałam stanowisko, bo jakoś łatwo tam o awans. Przynajmniej dla mnie.
No ale lata mijały i też myślałam o tym, że może za jakiś czas już nie uda mi się zajść w ciążę.
Szalę przeważyło gadanie mojej mamy
Ileż to ja się nasłuchałam, że ona by wreszcie chciała zostać babcią. Mówiła mi o tym za każdym razem, gdy się spotykałyśmy, a i przez telefon potrafiła wejść na ten temat.
Twierdziła, że teraz jest najlepszy czas, bo ona ma jeszcze siłę na to, żeby się tym wnukiem zająć i mi pomóc.
Mówiła, że jak tylko będę musiała czy chciała wrócić do pracy, to przejmie opiekę nad dzieckiem i nie będę musiała się niczym przejmować.
No i tym sposobem udało jej się mnie namówić. Zaczęliśmy z mężem starać się o maluszka i niedługo później przyszedł na świat nasz synek.
Od razu założyłam, że przez pierwszy rok zostanę z nim w domu, ale później zaczęłam myśleć o powrocie do pracy.

Wtedy mama postawiła mnie pod ścianą
Oczywiście podtrzymywała swoją decyzję o opiece nad wnukiem, ale wyznała mi, że skoro będzie spędzać z nim około 10 godzin dziennie, to jest praca jak na etacie. Zażyczyła sobie za to 4500 zł miesięcznie.
Kiedy to usłyszałam, nie mogłam w to uwierzyć. Poczułam się przez nią oszukana. Przecież to babcia! Jak ona może oczekiwać pieniędzy za opiekę nad własnym wnukiem.
Ale ja nie mam innego wyjścia. Mały mógłby iść do żłobka, ale wtedy gdy by chorował, to ja musiałabym brać wolne, albo i tak zostawiać go u mamy - za pieniądze.
Zarabiam prawie 6000, ale biorąc pod uwagę stawkę za opiekę mojej mamy, to tak naprawdę niewiele mi zostaje.
Mam do mamy ogromny żal. Bo wyszło na to, że to nie na wnuka tak bardzo czekała, tylko na możliwość zarobienia pieniędzy. A z drugiej strony, gdyby nie jej namowy, to nie byłabym teraz mamą uroczego roczniaka. A kocham go nad życie.
Aneta