"Poznałam go przez internet. Nie miałam w zasadzie innej możliwości, bo ja prawie nie wychodzę z domu. Od czasu pandemii pracuję zdalnie i praktycznie nie widuję się z ludźmi. W dodatku praca zdalna to pułapka o tyle, że ja mogę robić, ile chcę i kiedy chcę. Więc siedzę czasem od rana do nocy, a zdarza się, że też jako ta nocna sowa. Zegar tyka i wszystkie ciotki w rodzinie wciąż pytają, kiedy ślub. A ja nie miałam nawet partnera. Więc zarejestrowałam się na jednym z portali randkowych i tam poznałam Bruno. Spodobał mi się, ale moja mama od początku mu nie ufała. Ostrzegała mnie przed nim, ale nie posłuchałam, to teraz mam!"
*publikujemy list czytelniczki
Poznałam go przez Internet
Moja mama ma średnio nowoczesne podejście do tematu randkowania i odradzała mi tę opcję. Ale ja tak naprawdę nie miałam wyboru.
Pracuję w domu, co oznacza, że raczej rzadko wychodzę. Owszem, jakiś spacer czy zakupy są praktycznie codziennie, ale kto poznaje ukochanego w sklepie? Albo w parku? No dobra, w parku może i się zdarza, ale nie będę przecież siedziała na ławce z kartką, na której napiszę: szukam męża. Chociaż moja mama to pewno by tak chciała.
Ja postanowiłam poszukać w Internecie. Doradzały mi to moje koleżanki, które właśnie w ten sposób znalazły sobie partnerów i to są naprawdę super faceci.
Nie pochwaliłam się mamie początkowo. Zaczęłam rozmawiać z Bruno, a później się z nim spotykać i dopiero gdy stwierdziliśmy, że chcemy razem coś budować, zaprosiłam go do domu, żeby mama mogła go poznać.
Była zaskoczona
Ja jej nic wcześniej nie opowiadałam, więc ona nie miała zielonego pojęcia, że ktoś się w moim życiu w ogóle pojawił. Postanowiłam, że tak będzie najlepiej, bo mama na pewno od początku będzie mi mieszała w głowie, a ja wtedy nie podejmowałabym racjonalnych decyzji.
Byłam przekonana, że polubi Bruno. To był taki ułożony chłopak z wieloma pasjami. On chyba z każdym by się dogadał, bo ma obycie w wielu różnych tematach.
Ale mama kręciła nosem od samego początku. Zabrała mnie nawet do kuchni na słówko i powiedziała, że on jest jakiś dziwny.
Jednak ja miałam o nim własne zdanie i postanowiłam nie słuchać mamy. Mieliśmy już z Bruno wiele planów na przyszłość. Wspólne wycieczki, biznesy. On (z tego, co mówił) sporo zarabiał w tamtym czasie, choć jakoś nigdy nie wdawaliśmy się w szczegóły tego tematu.
Ja miałam dużo oszczędności i postanowiłam, że również je zainwestuję w nasze projekty.
canva.com
Szybko tego pożałowałam
Bruno był miły i kochany do momentu, gdy nie przelałam pieniędzy na jego konto. Tłumaczył, że lepiej będzie, jak zrobimy później zbiorczy przelew na wszystko, w co musieliśmy zainwestować, więc oddałam mu oszczędności swojego życia, ufając, że faktycznie zrobimy razem coś fajnego. Coś, co zaprocentuje.
Niestety, gdy pieniądze wpłynęły na jego konto, on się rozpłynął. Po prostu zniknął.
Wpadłam w panikę i próbowałam ustalić, gdzie może być. Trafiłam tylko na informacje, że wyłudzał już pieniądze od innych kobiet. Podawał im inne imiona i udawał zawsze kogoś innego.
Liczę na to, że uda mi się odzyskać moje pieniądze. Ale chciałabym przestrzec wszystkich przed takimi oszustami. Tak naprawdę to każdy może na nich trafić.
Marzena