„Jestem kobietą samotnie wychowującą dziecko i choć dziś uważam, że najgorsze mam już za sobą, to początki mojej drogi w solowym rodzicielstwie były dla mnie ogromnym wyzwaniem. Najwięcej trudności sprawiały mi pozornie proste czynności, które w domach moich koleżanek wykonują ich mężowie. Życie bez faceta w domu nie jest łatwe, ale sąsiad nie raz pomógł mi w potrzebie”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Życie matki samotnie wychowującej dziecko
Wychowywanie dziecka w pojedynkę jest moim świadomym wyborem. Nie wyobrażałam sobie życia z ojcem Kubusia, ale czułam, że muszę być silna i stawić temu wszystkiego czoła. Świadomie również postanowiłam nie wracać do domu rodzinnego, gdzie mogłam liczyć na pomoc rodziców, przez co na pewno byłoby mi łatwiej, ale nie chciałam iść na łatwiznę. Czułam, że muszę coś udowodnić zarówno sobie, jak i mojemu maluszkowi.
Pierwsze pół roku mieszkała ze mną moja mama, po czym zgodnie z naszą umową wróciła do siebie na wieś. Niestety codzienność bardzo szybko mnie zweryfikowała, gdy dotarło do mnie, że mieszkaniu trzeba czasem zrobić coś więcej poza przewijaniem dziecka i ugotowaniem obiadu. Niby nic, ale na dłuższą metę czułam się z tym źle, że to ja muszę wymieniać żarówkę, czy trzepać dywan. Tyle mam szczęścia, że pracuję z domu i nie muszę jeździć do biura. W innym wypadku na pewno nie dałabym sobie rady.
Nie chciałam korzystać z porad koleżanek i szukać sobie kogoś na siłę, ale perspektywa zmieniała mi się, kiedy sama musiałam targać wózek z Kubą na trzecie piętro. Wtedy to wzięłabym byle kogo, żeby tylko robił to za mnie no i naprawił kapiący od kilku tygodni kran.
canva.com
Sąsiad, który odmienił jej życie: „Taki sąsiad to skarb”
Wszystko zmieniło się, gdy poznałam Roberta. Wiedziałam, że jesteśmy sąsiadami, ale przez kilka lat nasz kontakt ograniczał się do grzecznościowego „dzień dobry”. Początkiem bliższej relacji była sytuacja, gdy pewnego razu pomógł mi wnieść po schodach wózek i zaproponował, że może robić to zawsze. Czułam się nieswojo z tą propozycją, ale co miałam zrobić? Zgodnie z jego prośbą pukałam do drzwi, gdy była taka potrzeba, a on po prostu mi pomagał.
Z czasem nabrałam odwagi, aby poprosić go o pomoc również w innych sprawach, z którymi jako kobieta miałam problem. On nigdy nie odmawiał, a jego mina jednoznacznie sugerowała, że robi to z niesamowitą przyjemnością. Taki sąsiad to skarb i nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałam tak sympatycznego człowieka.
Robert dotychczas skręcał mi komodę, trzepał dywan i naprawił cieknącą spłuczkę w toalecie. Oczywiście bezinteresownie i bez żadnych podtekstów. Ja nie chciałam pozostawać dłużna i także staram się go wspierać w typowo kobiecych czynnościach. On jest bezdzietnym wdowcem, ale zarówno z jego strony, jak i z mojej, nasza relacja polega tylko i wyłącznie na bezinteresownej przyjaźni. Życzę wszystkim tak wspaniałych ludzi wokół siebie!
Szczęśliwa sąsiadka