"Mój mąż, odkąd przeszedł na emeryturę, zupełnie przestał o siebie dbać. Teraz wychodzi tylko do dorywczej pracy jako portier, a tam już nie wymagają od niego, by się dobrze prezentował, więc wygląda strasznie. Ostatnio to już całkowicie przeszedł samego siebie. Stwierdził bowiem, że wieczorami ma ciekawsze rzeczy do roboty niż mycie zębów, a i tak mu się nie psują, więc on ich myć nie musi".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Kiedyś był przystojny, a teraz...
Z moim mężem Markiem poznaliśmy się jeszcze w liceum. Wtedy już, jak go poznałam, wyglądał całkiem nieźle. Okazało się jednak, że już w czasie liceum za jego ładny wygląd odpowiadała mama, która mu prała, sprzątała i gotowała. Potem ten obowiązek przeszedł na mnie, jako na jego żonę. Trochę go jednak tego i owego nauczyłam i chociaż umiał przy sobie wszystko zrobić.
Gdy jednak pojawiły się dzieci i wnuki, to mąż przeszedł trochę na dalszy plan.
Wszystko zaczęło się zmieniać na emeryturze. Jak już oficjalnie się to stało, to mój mąż strasznie zdziadział i tak się zaczął zachowywać. Tylko jeść, pić i siku. Na dodatek zapuścił jeszcze siwą brodę i postarzał się o 15 lat. Nie mogę uwierzyć, co on z sobą zrobił.
Teraz jak obok niego idę, to ludzie myślą, że jestem jego córką, a nie żoną. Nie dość, że wizualnie zrobił z siebie kompletnego dziada, to jeszcze i tak się zachowuje.

Mój mąż przestał myć zęby
Ostatnio, jak się kładł obok mnie i mocno odetchnął, to aż mnie zemdliło i myślałam, że się po prostu zwymiotuję. Zrobiłam mu ogromną awanturę, żeby poszedł do dentysty. Poszedł i okazało się, że z zębami wszystko okej.
Uśmiechnięty Marek stwierdził, że jeśli zęby mu się nie psują, to po co ma je myć, skoro w tym cennym czasie może pooglądać telewizję. Wygoniłam go na kanapę, bo nie będę wąchać tych smrodów, ale nadal to nic nie dało. Mam wrażenie, że jeszcze bardziej poczuł się zadowolony i obecnie nie mogę nawet obok niego stanąć.
Ostatnio poszliśmy w goście do rodziny. Takiego się wstydu najadłam, przez te jego oddechy, bo nie dość, że jadł jak jakiś chory, bo za darmo, to jeszcze na dodatek wszyscy się od niego odsuwali i krzywili, gdy tylko otworzył buzię — tak śmierdziało. Najgorzej było, jak mój mąż zaczął się śmiać, a w zasadzie rechotać, gdy coś go rozśmieszyło.
Gdy ta fala "zapachów" wydobyła się z jego jamy ustnej, złapałam się za głowę. Część osób aż wyszło do drugiego pokoju, a ciocia zwróciła mu uwagę, żeby zrobił coś z tym zapachem.
No to on postanowił odkazić się trunkami. Potem śmierdziało już jak od najgorszego żula.
Możecie mi doradzić, co zrobić, żeby nakłonić go do zmian zachowania i do tego, żeby zaczął myć wreszcie te zęby?
Elżbieta