"Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Ale nie ogarniam też tego, że jakaś matka może iść ze swoim dzieckiem na plac zabaw bez żadnych zabawek. Nie mieszkamy na zamkniętych osiedlach, gdzie zabawki leżą w piaskownicach i są do użytku każdego. Tutaj każdy wszystko przynosi ze sobą. Ostatnio po raz kolejny miałam bardzo podobną sytuację. Wrzuciłam Frankowi do piaskownicy wór jego zabawek, a inne dzieciaki mu je wyrywały. Pakowałam więc wszystko i szłam dalej, a matki na mnie zawsze wsiadały! Przecież mój syn nie musi się dzielić, prawda?"
*publikujemy list czytelniczki
Co moje, to Twoje?
No moim zdaniem w tym przypadku tak to nie działa. Mój syn jest jedynakiem, ale dzielić się potrafi. Jeśli oczywiście ma ochotę to robić.
On już wie, że coś jest jego własnością i nie lubi, gdy ktoś mu to podbiera i to bez pytania.
Ale my, dorośli, przecież też tego nie lubimy, prawda? Więc w czym problem?
Kupiłam Franiowi mnóstwo zabawek do piasku. Co roku coś dokupujemy. Zimą i jesienią nie chodzimy do piaskownicy, więc te zabawki co roku są dla niego jakby nowe.
Ostatnio pakujemy je wszystkie w wielki kosz, który mogę sobie przewiesić przez ramię i wsypuję mu całość do piaskownicy. Wybieram kącik, w którym nie bawi się żadne dziecko. Jednak one wszystkie i tak przybiegają, jak taka szarańcza i chwytają zabawki jedna po drugiej.
Nie mogę wyjść z podziwu, że ich matki nie reagują. Więc ja sama idę, zbieram zabawki i idziemy na kolejny plac.
One burczą coś pod nosem
Jedna na przykład zarzuciła mi, że jestem niewychowana. Ale ja nie reaguję na takie zaczepki.
Wczoraj jednak sytuacja znów się powtórzyła. Inne dzieci siedziały w piaskownicy i bawiły się łyżeczkami. Nic więcej nie miały. Standardowa rozsypałam zabawki Franka w wolnym kącie, a dzieciaki znów się zleciały.
Franek był zły. Zaczął płakać i chciał wyszarpnąć zabawkę jednemu chłopcu, a ten w zamian za to sypnął mu w oczy piaskiem z łyżeczki. Oj! Ależ mnie to wyprowadziło z równowagi.

Zapytałam, czyje to dziecko!
Naburmuszona matka wstała i powiedziała pewnym tonem, że gdyby mój syn potrafił się dzielić, to taka sytuacja nie miałaby miejsca.
Na co ja odpowiedziałam, że potrafi, ale tylko jeśli ktoś zapyta o to, czy może coś wziąć. A poza tym to jego rzeczy i on też nie musi dzielić się z każdym.
To ją rozwścieczyło. Zapaliła papierosa i zaczęła na mnie krzyczeć, wypuszczając z ust śmierdzący dym. Na placu zabaw!
Od niej też usłyszałam, że jestem niewychowana, a mój syn pewnie będzie gburem. Tak mnie to zdenerwowało, że miałam ochotę wytargać ją za włosy, ale starałam się być opanowana.
Zebrałam zabawki i poszłam do domu, a Frankowi zamówiłam piaskownicę na balkon. Będzie sobie w niej robił, co tylko będzie chciał. A te wszystkie mamuśki powinny jak najprędzej pójść po rozum do głowy.
Póki co, tworzą jakieś kółeczko wzajemnej adoracji, a ja w tej sekcie nie będę brać udziału. Moje dziecko też.
Klaudyna