"Wiem, wiem, takie rzeczy ustala się przed ślubem... Ale myśmy się po prostu nie dogadali! Ja zawsze mówiłam, że nie planuję macierzyństwa, ale mój Marcin cały czas myślał, że to tylko takie puste deklaracje, że przyjdzie ten właściwy moment i nagle zapragnę mieć dzidziusia. Minęło już kilka lat od naszego ślubu, a do niego zaczyna docierać, że mówiłam serio. Ostatnio chciał wyżalić się z tego powodu swojej mamie, ale niespodziewanie okazało się, że to ja mam w niej sojuszniczkę!"
*Publikujemy list naszej czytelniczki
Tworzyliśmy parę idealną!
Pobraliśmy się cztery lata temu. Wszyscy zawsze zazdrościli nam naszego związku, wiele razy słyszeliśmy, że tworzymy parę idealną. Fakt, dobraliśmy się świetnie: mamy podobne zainteresowania, gust, hobby i tak samo patrzymy na świat. W każdym razie tak był o do tej pory, bo wyszło na jaw, że jest jedna istotna kwestia, w której się różnimy.
Od lat wiem, że nie chcę mieć dzieci. Nie to, że ich nie lubię – w ogóle nie rozumiem takiego deklarowania, że ktoś lubi czy nie lubi dzieci. Dzieci to ludzie i nie można ich traktować jak szpinaku czy wakacji nad morzem: "nie lubię szpinaku, "wakacje lubię spędzać tylko na plaży", w przypadku dzieci to nie jest kwestia tego typu preferencji!
Wiedzieliśmy, że dzieci nie będzie
W rodzinie mam sporo dzieci, moje koleżanki też są już mamami. Lubię spędzać czas z kilkulatkami czy nawet nastolatkami, często jestem – nieskromnie mówiąc – "tą ulubioną ciocią". Ale to nie oznacza, że sama chcę zostać matką!
Temat rodzicielstwa oczywiście przewijał się w naszych rozmowach z Marcinem, od kiedy tylko w naszym związku zaczęło robić się poważnie. Jasno deklarowałam, że nie chcę mieć dzieci. Marcin na początku się dziwił, ale z czasem przyznał, że aż tak nie zależy mu na potomku. Wydawało mi się, że wszystko jest już jasne.
Mąż mnie zszokował swoim wyznaniem
Niestety niedawno przekonałam się, że to, co brałam za pewnik, było tylko moim pobożnym życzeniem. Naszym znajomym urodziła się córeczka, już druga! Odwiedziliśmy ich w domu, spędziliśmy razem kilka godzin. Nie przeczę, było bardzo miło, ale od razu po powrocie Marcin zaczął mnie namawiać na dziecko! Byłam kompletnie zaskoczona.
Oczywiście stanowczo zareagowałam, od lat mam swoje zdanie na ten temat i mój mąż doskonale sobie z tego zdawał sprawę. I wtedy Marcin wyznał mi, że niby przyznawał mi rację, ale w skrytości ducha zawsze liczył, że mi się odmieni. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę! Najbliższy mi człowiek, tyle nas łączy, wydawało mi się, że niczym nie jest w stanie mnie zaskoczyć... A jednak.
Teściowa stanęła po mojej stronie
Przyznam, że wyznanie Marcina dało mi dużo do myślenia. Ale on chyba też ma się nad czym zastanawiać, bo wczoraj zdarzyło się coś, co totalnie mnie wzruszyło. Byliśmy na obiedzie u teściowej. To świetna kobieta, od zawsze mamy doskonały kontakt. W pewnym momencie Marcin postanowił się wyżalić mamie na to, co go spotkało. To znaczy na mnie.
Teściowa w skupieniu wysłuchała jego śpiewki o tym, że niby się ze mną zgadzał w kwestii macierzyństwa, a jednak nie. Przyznam, że byłam lekko zażenowana tym, że w ogóle podejmuje tę kwestię, to nie jest temat na rozmowę przy niedzielnym deserze! Wygląda na to, że gryzło go to od dłuższego czas i kiedy eksplodowało...
Marcin, czy ty słyszysz to, co mówisz? Dorosły człowiek! Myślałeś, że jej się odmieni? Jak ci to mogło przyjść do głowy? Nie tak cię wychowałam... Gdzie popełniłam błąd?
– powiedziała moja teściowa, a Marcin spłonął rumieńcem wstydu. Cóż, nie wiem, jak będzie wyglądać nasza przyszłość, biorąc pod uwagę ten nagły konflikt poglądów, ale przynajmniej mam pewność, że mogę liczyć na teściową.
Maria