"Jestem bardzo wierzącą osobą. Wychowałam się w domu, gdzie wiara była najważniejszym fundamentem. Dlatego całkowicie naturalne jest dla mnie trzymanie dziewictwa dla przyszłego męża. Niestety, znajomi nie podzielają moich poglądów i uważają mnie za dziwoląga. To, co ostatnio o sobie usłyszałam, całkowicie mnie załamało!"
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Wierząca rodzina
Nazywam się Karolina i mam 24 lata. Moi rodzice byli od zawsze bardzo wierzący i przenieśli tą wiarę na mnie. Co tydzień chodziliśmy całą rodziną do kościoła, modliliśmy się przed każdym posiłkiem oraz przed spaniem. Kiedyś wiele rodzin tak robiło, ale teraz, nie wiem w sumie z jakiego powodu, coraz mniej osób praktykuje wiarę. Co gorsza, moje przekonania, które kiedyś były powodem do dumy, dzisiaj stały się powodem do nabijania się ze mnie.
Nadal codziennie się modlę i co tydzień chodzę do kościoła, ale musiałam odpuścić modlitwy przed posiłkami, bo ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. Ograniczam je tylko do krótkiej modlitwy w myślach. Prawdziwą zmorą jest jednak co innego. Kiedyś, podczas wieczorku z dziewczynami, zapytana o moje doświadczenia seksualne, powiedziałam koleżankom, że z powodu moich przekonań religijnych czekam z tym na mojego męża, więc jestem dziewicą. Od razu pożałowałam, że to powiedziałam.
Zobaczyłam, jak koleżanki patrzą z szeroko otwartymi oczami, jedna na drugą. W końcu wybuchły śmiechem.
Ale ty tak na serio?
- zapytały.
Potwierdziłam, ale jeszcze bardziej zaczęły się ze mnie śmiać, więc nie ciągnęłam tematu. Naprawdę nie rozumiem, co jest złego z czekaniem z tak intymną czynnością jaką jest seks na tego jedynego. Wręcz jestem zdziwiona, jak koleżanki mogą chodzić do łóżka z kim popadnie i w ogóle się nie szanować. Ale tego im już nie powiedziałam.

Obiekt żartów
Następnego dnia przywitały mnie na uczelni z dziwnymi, kpiącymi uśmieszkami. Kiedy kilka dni później wybrałam się na studencką imprezę, usłyszałam słowa, które całkowicie mnie załamały.
O, idzie cnotka niewydymka
- zawołali faceci z mojego roku.
Domyśliłam się, że koleżanki musiały już wygadać mój sekret. Zrobiło mi się bardzo przykro. Teraz czuję się jak idiotka, a przecież wiem, że nie zrobiłam nic złego. Przepłakałam cały dzień w swoim pokoju. Powiedziałam mamie co się stało, ale ona nic nie rozumie.
Córeczko, mówiłam ci, żebyś nie jechała do tych szatanów do wielkiego miasta. Teraz masz za swoje. Pakuj się i wracaj do domu, znalazłam ci idealnego kandydata na męża
- powiedziała rozkazującym tonem.
Nie wiem już sama co robić. Czuję, że koledzy ze studiów nie dadzą mi już żyć, chyba że złamię swoje postanowienie. A powrót do domu nie wchodzi w grę. Co robić?
Karolina