"Wczoraj się dowiedziałam, że Janek mnie śledzi. On oczywiście uważa, że to nic wielkiego, że dba o moje bezpieczeństwo. Gadanie! Jestem dorosła i nie potrzebuje, żeby mnie ktokolwiek pilnował. Wczoraj przyznał się, o co mu tak naprawdę chodziło. Jak to usłyszałam, to aż zwątpiłam!"
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Mąż jest moim przeciwieństwem
Z Jankiem dobraliśmy się na zasadzie przeciwieństw. On jest oazą spokoju, we mnie krew krąży szybciej! Już jak się poznaliśmy, tak było. Jak mam być szczera na początku totalnie nie zwracałam na niego uwagi. Owszem był mega ciachem, ale jego nieśmiałość i wycofanie sprawiały, że zlewał się z tłumem.
Poznali nas wspólni przyjaciele. Kilka razy widywaliśmy się na imprezach u nich, nim cokolwiek między nami zaskoczyło. Ja zawsze byłam głośna, szalona i pełna nieprzewidywalnych pomysłów. On spokojnie czuwał nad moim bezpieczeństwem. Znajomi śmiali się, że tylko taki ktoś jak on może udźwignąć mój charakter.
Jak zaczęliśmy się spotykać, zaczęłam odkrywać coraz więcej zalet mojego mężczyzny. W zaciszu domowym stawał się prawdziwym ideałem. Dbał i o mnie i o dom. Totalnie nie przeszkadzało mi jego towarzyskie wycofanie. Szczególnie na co dzień, gdy opanowanie i ułożenie mojego chłopaka obojgu ułatwiało nam życie. Z czasem "dotarliśmy się" i było nam łatwiej akceptować swoje wady.
Po ślubie i z biegiem lat różnice między nami się ciut zatarły. Ja trochę wyrosłam z niektórych szalonych akcji, a i on w znanym towarzystwie pozwalał sobie na trochę więcej luzu. Zawsze uważałam, że choć tak bardzo się różnimy, potrafimy się świetnie uzupełniać!

Mąż założył mi lokalizator w telefonie
Od zawsze uważałam, że Janek jest nadopiekuńczy. Nie mamy dzieci i nie ma na kogo skierować swojej troski. Pewnie dlatego tak bardzo skupił się na mnie. Jak imprezuje z koleżankami na mieście, zawsze po mnie przyjeżdża. Potrafi nie spać do 4 nad ranem i czekać na mój telefon, jak gdzieś wyjeżdżam. Z jednej strony to słodkie, z drugiej strasznie mnie wkurza. Już nie raz się o to pokłóciliśmy.
Tym razem jednak przegiął. Nie przyznał mi się i dowiedziałam się przypadkiem, że zainstalował mi w telefonie aplikację, która z dużą dokładnością sprawdza, gdzie jestem. Nie jest to taki zwykły GPS, aplikacja po uruchomieniu ponoć może podsłuchać, co dzieje się w moim otoczeniu.
No szok! Jak się o tym dowiedziałam, zrobiłam mu karczemną awanturę! Jego tłumaczenie było bezczelne. Powiedział, że taką samą apkę jego przyjaciel założył swoim dzieciom. Ponoć nigdy nie korzystał z funkcji słuchania otoczenia, a założył to na wypadek, jakby coś się stało, żeby pospieszyć na pomoc.
No chyba nie rozumie, że ja nie jestem dzieckiem jego przyjaciela. Jestem dorosła i nie życzę sobie, żeby traktował mnie jak dziecko. Doskonale wiedział, że bym się na to nie zgodziła, bo nawet nie zapytał. Zrobił to po kryjomu, a ja teraz czuję się fatalnie. Tym razem przegiął!
Aneta