Wychowawczyni ósmej klasy zażyczyła sobie od rodziców mebli do salonu, po 150 zł od osoby

Wychowawczyni ósmej klasy zażyczyła sobie od rodziców mebli do salonu, po 150 zł od osoby

Wychowawczyni ósmej klasy zażyczyła sobie od rodziców mebli do salonu, po 150 zł od osoby

Canva

"Mój syn kończy ósmą klasę. Przez ostatnie pięć lat prowadziła ich ta sama ekscentryczna wychowawczyni — pani Krysia. Nie darzę jej wielką sympatią, podobnie jak pozostali rodzice... Zamiast wychowywać dzieci, trzepotała sztucznymi rzęsami i opowiadała im historyjki z życia prywatnego. Na ostatnim zebraniu zaserwowała nam jednak prawdziwy hit. Zażyczyła sobie, żeby na pożegnanie szkoły po tylu latach ciężkiej i owocnej pracy kupić jej w prezencie... W życiu nie uwierzycie co!"

Reklama

*Publikujemy list od czytelniczki.

Wychowawczyni mojego syna jest osobliwą postacią

Przez ostatnich 5 lat podstawówki godzina wychowawcza to była lekcja stracona. Pani Krystyna to kobieta, która ma dość wysokie mniemanie o sobie.

Reklama

Do tego miała ekstrawagancki styl — opięte spódniczki, dekolty, mocny makijaż, tlenione włosy i obowiązkowo sztuczne rzęsy grubo pomalowane tuszem. Niezbyt to pasowało kobiecie w wieku menopauzalnym i pracowniczce szkoły zarazem.

Pani Krystyna pełniła funkcję wychowawczyni klasy mojego syna, a jednocześnie nauczycielki języka polskiego. Fakt, lekcje polskiego była dość zaangażowana i nawet przygotowywała uczniów do konkursów przedmiotowych, choć potem irytowała się, że uczniowie równoległej klasy wypadali lepiej.

Reklama

Ale godzinę wychowawczą poświęcała głównie na jakieś dyrdymały i gadanie o swoim prywatnym życiu. Dość osobliwie pojmowała budowanie relacji między nauczycielem a uczniami.

Reklama

Mój syn wiedział na przykład, jak ma na imię jej kot, co lubił jeść oraz to, że pani Krystyna od paru miesięcy bardzo zajęta jest remontem swojego mieszkania...

Reklama

Nie spodziewałam się jednak, że ten fakt będzie miał jakikolwiek wpływ na moje życie. Jakże się myliłam.

Reklama

Sześcioro starszych uczniów w ławkach Canva

Na zebraniu na koniec 8. klasy wychowawczyni zasugerowała taki prezent, że kopara opada

Niedawne zebranie klasowe podsumowywało ostatni rok nauki w podstawówce. Pani Krystyna podziękowała nam wszystkim za wieloletnią współpracę i wychwaliła dzieci, jakie to są wspaniałe i zdolne.

Rozwodziła się nad tym, jak bardzo ciężko było jej przez tyle lat wychować nasze dzieci na ludzi i wprowadzić je w dorosłość. Ile włożyła w to własnego wysiłku, choć, oczywiście, nie oczekuje wdzięczności ani nagrody, gdyż robiła to ze szczerego serca.

Jednak po przydługim wstępie pani Krystyna zaserwowała nam prawdziwy hit! Zaczęła opowiadać o tym swoim remoncie, że pozostało jej jeszcze ostatnie pomieszczenie — salon do zrobienia. Potem wspomniała, że pensja nauczycielska jest bardzo skromna i niestety, nie wystarczy na wszystkie jej potrzeby.

Nie wiedzieliśmy, o co jej chodzi... Do czasu, aż na koniec zażyczyła sobie wprost, żebyśmy z okazji zakończenia szkoły zrobili składkę i kupili jej w prezencie... meble do salonu!

Podała nawet cenę i stwierdziła, że to wychodzi zaledwie po 150 zł na głowę. Chyba zwariowała! Jak chce sobie mieszkanie meblować, to nie za pieniądze naszych dzieci.

Pierwsze słyszę, żeby nauczyciel dopominał się czegoś takiego... To zabrzmiało wręcz jak łapówka. Szczęka mi opadła... Gdyby mniej wydawała na tusz do rzęs, to może wystarczyłoby jej na te meble. Wyszłam z tego zebrania z niesmakiem.

Nie wiem, czemu nasza trójka klasowa w ogóle chce robić głosowanie na temat tych mebli... Ale obawiam się wyników i nie mam pojęcia, co zrobię, jeśli pozostali przegłosują tę propozycję. Całe szczęście, że zgapiła się i wyskoczyła z tym dopiero teraz, jak już oceny są w dzienniku, bo wcześniej nawet nie mielibyśmy wyboru...

Zbulwersowana mama

Aneta Zając pokazała synów, a fanka zarzuciła jej hipokryzję. Ma rację? Zobacz zdjęcia!
Źródło: instagram.com/aneta_zajac_officia
Reklama
Reklama