"Mąż jest bardzo dumnym człowiekiem. Jego zdaniem musi być lepszy od kobiety. Ma od niej więcej zarabiać, a ona powinna zajmować się głównie domem. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, a siedzenie w domu mi odpowiada. Muszę jednak udawać, że nie mam studiów. Inaczej nie związałby się ze mną".
*Publikujemy list od czytelniczki
Mąż jest bardzo dumny
Poznałam mojego obecnego męża kilka lat temu. Zaimponował mi na jednej z imprez. Był bardzo przystojny, szarmancki oraz pewny siebie. To prawdziwy mistrz uwodzenia. Doskonale czułam się w jego towarzystwie. Ja mu się spodobałam, więc zaprosił mnie na randkę. Szybko opowiedział mi o swoich wymaganiach względem partnerki. Uznałam, że mogę iść na pewne ustępstwa, żeby stworzyć z nim udany związek.
To bardzo dumny człowiek, więc od samego początku mówił o tym, że zależy mu na tym, aby kobieta nie pracowała. To on chce utrzymywać swoją żonę. Ponadto on chce również podejmować ważne decyzje dotyczące finansów itp. Właściwie to mi nie przeszkadza. Wolę siedzieć w domu, zajmować się sprzątaniem, gotowaniem i dziećmi. Po co mam podejmować jakiekolwiek decyzje, skoro ktoś inny może to zrobić za mnie?
canva.com
Udaję przed mężem, że nie mam studiów
Sprawa jest prosta - gdyby mąż dowiedział się o tym, że mam studia, na pewno nie chciałby stworzyć ze mną związku. W końcu wtedy czułby się ode mnie gorszy, bo sam ma tylko wykształcenie techniczne. Ja z kolei skończyłam wymagające studia prawnicze, a to nie spodobałoby mu się.
Nie mam ambicji na to, żeby się rozwijać w tym kierunku. Wystarczy mi to, co mam, więc dlaczego miałabym coś zmieniać? Jestem żoną idealną, gospodynią idealną, kucharką i sprzątaczką idealną, matką idealną - to mi w zupełności wystarczy.
Nie może się o niczym dowiedzieć
Mąż nie może się o niczym dowiedzieć. Na pewno od razu dostałby szału, a później miał do mnie ogromne pretensje, że mu o niczym nie powiedziałam. Po co nam sprzeczki w związku? Przecież to niewinne kłamstewko tak naprawdę o niczym nie świadczy.
Tworzymy szczęśliwy związek, w którym oboje się realizujemy i możemy robić to, co lubimy. Mąż ma dobrą pracę, więc pieniędzy nam na wszystko wystarcza. Nie żałuje mi też na fryzjera czy kosmetyczkę albo ubrania, bo chce, żebym dobrze przy nim wyglądała. Czy jestem pięknym dodatkiem to jego idealnego życia? Być może. Ale czy to coś złego?