"Staś to dziecko, za którym ciężko jest nadążyć. Ma dopiero 3 lata, ale nie chciałam dłużej czekać z zapisaniem go do przedszkola. Po pierwsze, on sam bardzo ciągnie do innych dzieci, a jest jedynakiem, a po drugie, ja chciałam wrócić do pracy, bo bardzo już za nią tęskniłam. Moja mała gaduła była szczęśliwa, że ma przez cały dzień zapewnione towarzystwo kolegów i koleżanek, a ja wiedziałam, że Staś jest tam odpowiednio zaopiekowany. To renomowane przedszkole z mnóstwem pozytywnych opinii. Nie spodziewałam się jednak, że już po dwóch tygodniach zostanę wezwana przez dyrektorkę. Nie spodziewałam się też tego, co mi powiedziano, gdy się stawiłam ja umówioną godzinę".
*publikujemy list czytelniczki
Nikt nast tu jeszcze nie zna
Dopiero kilka miesięcy temu wprowadziliśmy się na to osiedle. Wróciliśmy po 5 latach za granicą, bo bardzo tęskniliśmy już za rodziną i przyjaciółmi.
Udało nam się odłożyć na mieszkanie, więc w nie zainwestowaliśmy. Chcieliśmy wybrać dzielnicę idealną dla rodzin. Place zabaw, przedszkole, szkoła. No i udało się. Nie wiem, czy to nasze miejsce docelowe. Może, gdy Stasiek podrośnie, będziemy szukać czegoś w spokojniejszej okolicy. Ale na razie tak jest idealnie.
Wiedziałam, że od razu zapiszę go do przedszkola. Chciałam wrócić do pracy, ale też Staś bardzo lubi towarzystwo innych dzieci, a jest jedynakiem i tak raczej zostanie.
Ta moja mała gaduła była tak szczęśliwa, że przez większość dnia ma towarzystwo do zabawy w tym samym wieku, że tylko upewniłam się, że podjęłam idealną decyzję.
Zwłaszcza że my nikogo jeszcze jakoś super nie znamy i tylko na placu zabaw czasem był kontakt z jakimiś dzieciaczkami.
Minęły dwa tygodnie
Nasze przedszkole co prawda daje możliwość zapisania dzieci, które nie ukończyły 3 lat, ale ja chciałam poczekać do urodzin Staśka. Tak symbolicznie chyba i bardziej dla siebie, bo przecież on bez pieluchy już dawno biega i mówi od 18 miesięcy tak, że dogadałby się z każdym.
Zaskoczyło mnie to, że tak chętnie wszedł do sali już pierwszego dnia. No i przez całe dwa tygodnie zero łez ani stresu. Leciał tam codziennie, jak na skrzydłach i zawsze opowiadał, że w przedszkolu było fajnie. Cieszy mnie to. Jestem naprawdę szczęśliwa, czując tę jego radość.
Ale po dwóch tygodniach wezwano mnie do przedszkola pod pretekstem rozmowy.

Przestraszyłam się
Dyrektorka brzmiała bardzo poważnie i kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać.
Gdy weszłam, zaproponowano mi kawę. Odmówiłam, bo przez ten stres i tak niczego bym nie przełknęła.
Dyrektorka uśmiechnęła się i powiedziała, że chce ze mną porozmawiać, bo Staś opowiada różne rzeczy, a ponieważ jeszcze nas nie znają, mają obowiązek to sprawdzić.
Wyznała m.in, że Stasiek wspominał, że nie pozwalam mu jeść obiadu i mówię, że to dla taty. No i faktycznie tak mówię, ale dopiero po tym, gdy zje dwie dokładki, a przecież wcina jeszcze w przedszkolu.
Dodatkowo pani dyrektor zaniepokoił też fakt, że Staś mówi, że mąż mnie bije. Doszliśmy do tego, że chodziło o klepnięcie w pośladek, który jest po prostu wyrazem sympatii i pożądania. Nie pomyślałam nawet, że mały może to odebrać w ten sposób.
Resztę tematów pozostawię już dla siebie, ale Staś zrobił z nas niechcący patologiczną rodzinkę. Pani dyrektor sam śmiała się z tego wszystkiego, gdy jej przybliżyłam temat, ale chciałabym przestrzec inne rodziny przed takimi rozmowami w przedszkolu.
Warto też rozmawiać z dziećmi i tłumaczyć im różne sytuacje, bo jak widać, one mają własny punkt widzenia.
Ewa
Ta dziewczynka cierpi na zespół włosów niedających się uczesać. Już zawsze będzie miała na głowie taką szopę