"Od pewnego czasu nie układało mi się z żoną nigdzie — to znaczy, ani w łóżku, ani w życiu. Ciągle się ze sobą kłóciliśmy i praktycznie w żadnej sprawie nie potrafiliśmy się porozumieć. Miałem tego dość, więc umówiłem się na randkę z apki randkowej. No tego to ja się nie spodziewałem".
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Moje małżeństwo było zwykłą fikcją
Już będzie blisko dwa lata, jak mi się życie z żoną nie układa. Początkowo było jeszcze w porządku. Po prostu żyliśmy obok siebie i rzadko się do siebie odzywaliśmy i to mi w zasadzie pasowało. Ja miałem swoje życie, a ona swoje. Potem jednak sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać.
Moja żona nagle stała się strasznie kłótliwa. Mam nawet wrażenie, że sama moja obecność działała jej na nerwy. Nic więc dziwnego, że ściany pękały już od tych ciągłych kłótni, a z dnia na dzień było coraz gorzej.
Często żaliłem się kolegom, z czym muszę się borykać, a oni tylko mnie pocieszali. Wreszcie jeden z nich dał mi ważną radę — "załóż sobie aplikację randkową".

Najbardziej odjechane spotkanie w życiu
No więc tak zrobiłem. Początkowo trafiały mi się jakieś dziwne laski, ale z czasem...
W końcu kilka tygodni temu zacząłem pisać z jakąś mega piękną kobietą. To znaczy, spodziewałem się, że to może nie być jej prawdziwe zdjęcie, bo sam ustawiłem sobie takie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Z drugiej jednak strony świetnie mi się z nią pisało, więc pomyślałem, że mogę się spotkać i wdać w namiętny romans.
Moja żona nawet nie zauważyła, że ciągle siedzę w telefonie, bo sama cały czas pisała pewnie do tych swoich koleżaneczek na messengerze i się na mnie żaliła.
Umówiłem się z Angeliką z tej aplikacji, że będzie siedziała przy stoliku w restauracji, a ja przyjdę z czerwoną różą, a ona będzie ubrana w czerwoną sukienkę.
Na szczęście teraz żona spędzała weekend u siostry, więc nawet wszystko sobie zaplanowałem, że jak będzie się dobrze gadać, to potem zaproszę tę Angelikę do siebie do domu.
Byłem bardzo podekscytowany. Gdy wszedłem do lokalu, już z daleka widziałem, że siedzi tyłem. Uśmiechałem się, bo na pierwszy rzut oka wydała się być podobna do mojej żony. Za chwilę jednak odrzuciłem tę myśl. Moja żona nigdy przecież nie założyłaby takiej sukienki.
Podszedłem do stolika i nasze oczy się spotkały. Byłem w takim samym szoku jak ona. To była moja żona.
Oczywiście, zaczęła się na mnie wydzierać, że jak tak mogę, że ją zdradzam i jestem okropny. Jak zwykle człowiek w swoim oku belki nie widzi, a drzazgę w kogoś od razu dostrzega. No, ale cóż... składam pozew o rozwód. Mam już dość tego całego cyrku na czterech kółkach i tej kobiety.
Krzysztof