"Dla mnie zakup nowej sukni ślubnej za fortunę jest nieetyczny i wbrew ekologii. Po co to komu, jak można znaleźć używaną, a za zaoszczędzoną kasę zafundować sobie podróż poślubną. Tyle że teściowa i moja mama nie chcą o tym słyszeć, strasząc pechem, rozpadem związku, odwołaniem ślubu i całą listą innych przesądów... No i z czego ja mam teraz zrezygnować?"
Suknia ślubna z drugiej ręki będzie tak samo piękna
Za rok wychodzę za mąż. Oczywiście, marzę o tym, żeby tego dnia wyglądać bezbłędnie, jednak gdy patrzę na ceny nowych sukni ślubnych w salonach, to robi mi się niedobrze. To wręcz nieetyczne wydawać takie pieniądze na kawał materiału. Wolimy te pieniądze przeznaczyć na fantastyczną podróż poślubną, po której zostaną piękne wspomnienia.
Inna sprawa, że zakup nowej sukni na jeden raz jest kompletnie wbrew ekologii, a potem nie wiadomo, co z taką suknią zrobić... Wisi latami w szafie, a sprzedać też nie tak łatwo...
Oboje z narzeczonym staramy się żyć w duchu zero waste, szukam więc czegoś z drugiej ręki... Aż tak mi nie zależy na tym, żeby w każdym calu była idealna i wymarzona... I tak nie pójdę do ołtarza z kartką na czole, z napisem "Suknia własnego projektu". Kogo to obchodzi, czy suknia jest używana, czy szyta na wymiar. Zresztą, używaną też można dopasować.
Myślałam, że temat nie podlega pod dyskusję, ale bardzo się pomyliłam... Całe zamieszanie zaczęło się wtedy, gdy mąż wygadał teściowej, że ja wcale nie poszłam do żadnego salonu sukien ślubnych, tylko przeglądam ogłoszenia z używanymi sukienkami, zaglądam też do ulubionego lumpeksu, w którym czasami pojawiają się takie suknie, i to naprawdę niesamowite fasony z zagranicy... OMG, ależ to była obraza!
Teściowa, a w ślad za nią moja mama nawet nie chcą o tym słyszeć. Teściowa ostrzegała mnie, że jeszcze przez tę kieckę sprowadzę jakieś nieszczęście na małżeństwo z jej synem. Moja mama dołączyła się do tych lamentów.
Dla nich używana suknia to jak panna młoda z odzysku. Nie daj Boże, żeby w mojej sukni znalazła się jakaś inna kobieta, zwłaszcza niezamężna, bo to grozi odwołaniem naszego ślubu i rychłym rozpadem związku!
Wdowy i rozwódki też są na cenzurowanym... Skąd mam wiedzieć, czy w tej sukni nie wystąpiła wcześniej jakaś pani, która już jest po rozwodzie. Ściągnę na nas kumulację nieszczęść!
Midjourney
Teściowa sypnęła przesądami ślubnymi
Serio, w XXI wieku ludzie wierzą jeszcze w jakieś durne przesądy? Mało tego, suknia z odzysku to dopiero początek... Od obu mam dostałam ustną instrukcję, co robić, a czego nie robić, żeby nasze małżeństwo miało szczęśliwy start...
Pierwszy hit — mam założyć na ślub coś niebieskiego, bo to nam wywróży pomyślność... ale za to unikać różowego, żeby nie wpaść w tarapaty. ALe że kwiatów też to niby dotyczy?!
Po drugie, oczywiście mój przyszły mąż pod żadnym pozorem nie powinien widzieć tej sukni, ani mnie w niej, bo to przynosi pecha. Oczywista oczywistość, choć nie dla mnie.
Teściowa ostrzegała mnie też, żebym swojego stroju ślubnego nigdy nie przymierzała w całości. Choć jednej części powinno brakować, bo inaczej... Znów stanie się nie wiadomo co.
Używana czy nowa?
Słuchałam tych dobrych rad i miałam ochotę puknąć teściową w czoło, ale z grzeczności nie zrobiłam tego.
Myślałam, że dadzą mi w końcu spokój, ale teraz teściowa zaczęła pilnować i wypytywać, kiedy przymiarka NOWEJ sukni i czy może ze mną iść... To się porobiło...
Teraz nie wiem, z czego mam zrezygnować — z używanej sukni, swoich poglądów i wycieczki, dla ze świętego spokoju; czy z nowej kiecki, małżeńskiego szczęścia od losu i z dobrych relacji z przyszłymi babciami naszych dzieci...
Przyszła panna młoda