"Zawsze byłem zdania, że życie ma się tylko jedno i trzeba żyć tak, jakby jutro miało nie być. Śmierć mojej żony była dla mnie i dla mojej rodziny prawdziwą tragedią. Ona jednak już nie żyje i nic mi jej nie zwróci. Na początku bardzo przeżywałem jej śmierć, ale dzięki Hani zrozumiałem, że każdy ma prawo do miłości".
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Z Edytą tworzyliśmy udane małżeństwo
Ja i Edyta byliśmy razem 15 lat. Myślę, że to dobry wynik, biorąc pod uwagę, że oboje wcześniej byliśmy w innych nieudanych małżeństwach. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ani żadne wielkie uczucie, a bardziej małżeństwo z rozsądku, które przerodziło się w coś na kształt wzajemnej sympatii.
Zawsze szanowałem żonę i byłem nią na swój sposób zauroczony. Nigdy, przez te 15 lat się nie kłóciliśmy i zawsze potrafiliśmy znaleźć wyjście z każdej trudnej sytuacji. Nie mieliśmy dzieci — tak się jakoś ułożyło.
Śmierć żony w wieku 45 lat była ogromnym zaskoczeniem dla całej rodziny. Edyta na nic nie chorowała i zdrowo się odżywiała. Po prostu pewnego dnia wyszła z domu, jak co rano do pracy. Do pracy jednak nie dotarła. Znalazłem ją na schodach. Leżała bez ruchu. Przyjechał lekarz, wpisał w akcie zgonu "śmierć nagła" i tak się skończyło. Potem jeszcze musiałem przejść przez te wszystkie smutne sprawy związane z pogrzebem. Oparciem w tych trudnych chwilach nie była jednak dla mnie rodzina, lecz Hania — wieloletnia przyjaciółka z pracy.
Canva
Po śmierci żony szybko się pocieszyłem
Jestem silnym i stanowczym mężczyzną, który niczym się nie przejmuje. Jednak nawet mnie ten pogrzeb poruszył. To wszystko było dla mnie bardzo trudne, ale nie chcę pisać tutaj o uczuciach, bo nie lubię ich okazywać...
Wróciłem do domu po pogrzebie wspólnie z Hanią. Pamiętam, jak mnie pocieszała i mówiła, że muszę nauczyć się żyć na nowo. Pamiętam też, że wypiliśmy butelkę wina i "kompletnie się zapomnieliśmy".
W czasie swojego życia, nigdy nie zdradziłem żony, a po tym zdarzeniu trochę czułem się tak, jakbym nie dotrzymał jej wierności. Z drugiej strony coraz więcej rozmawiałem z Hanią i ona mi uzmysłowiła, że nie robimy nic złego, że to jest miłość, a moja żona chciałaby przecież, żebym był szczęśliwy.
Wreszcie, gdy minął miesiąc, rodzina dowiedziała się przypadkiem, że Hania u mnie nocuje i jesteśmy w związku.
Oni wszyscy byli wściekli i uważali, że popełniam błąd, skoro miesiąc po śmierci żony już się z kimś spotykam.
Wreszcie jeden z krewnych powiedział kiedyś przy rodzinnym stole, że ja to długo nie próżnowałam i szybko znalazłem sobie nową dziewczynę. Tak, może i to prawda, że nie próżnowałam, ale wcale nie żałuję. Uważają, że to za wcześnie? To moja sprawa. Powinni się cieszyć, że jestem szczęśliwy...
Karol