„Mówi się, że każda kobieta zasługuje na wyjątkowego mężczyznę, u którego boku będzie czuła się jak w bajce, ale to działa też w drugą stronę. Każdy mężczyzna również zasługuje na kobietę, która sprawi, że jego życie i tak już obciążone presją dbania o rodzinę, zyska nieco kolorów i będzie po prostu przyjemniejsze. Niestety mój jedyny syn ze swoją może nie mieć tak dobrze”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki
Jasny podział domowych obowiązków
Jestem tradycjonalistką i uważam, że to kobieta powinna zajmować się domem, natomiast mężczyzna pracą i zapewnieniem swojej rodzinie poczucia bezpieczeństwa niezależnie od okoliczności. Oczywiście sama również pracuję, ale moim drugim etatem jest ogarnianie domu, z czym nie mam żadnego problemu.
Gotowanie, pranie oraz sprzątanie to moja działka i nie uważam, że męża trzeba sobie wychować tak, aby angażował się takie zadanie. U nas panuje jasny podział i mój też ma sporo do zrobienia, tym bardziej że mieszkamy w domu, a nie w bloku.
Tak więc mój niespełna trzydziestoletni syn od zawsze miał w domu dobry przykład tego, jak powinno wyglądać życie w małżeństwie i choć jeszcze nie został mężem i głową rodziny, to już teraz widzę, że jego luba nie do końca rozumie, jak to wszystko powinno funkcjonować.
Zamieszkali razem kilka miesięcy temu, a Marek co najmniej kilka razy w tygodniu przyjeżdża do mnie na obiad, bo jedyne co zastał w swojej kuchni to zmywarka gotowa do rozładowania, którą i tak on musiał załadować. Najsmutniejsze jest niestety to, że gdy Justyna z łaski swojej coś ugotuje, to doznania smakowe pozostawiają wiele do życzenia.
canva.com
Zatroskana matka: „Mój Mareczek narzeka, że jego dziewczyna słabo gotuje”
Jeśli byliby młodsi, to pomyślałabym, że wszystko może się jeszcze zmienić, ale ludzie w tym wieku mają już mocno zakorzenione pewne zachowania oraz cechy charakteru, które z wiekiem zmienić coraz trudniej. Zaczęłam więc szukać jakiegoś rozwiązania, choć mogłabym sięgnąć po to najprostsze i powiedzieć, żeby znalazł sobie kogoś innego.
Dla mnie to naprawdę kłopotliwa sytuacja, iż mój Mareczek narzeka, że jego dziewczyna słabo gotuje, więc złożyłam jej propozycję. Powiedziałam wprost, ale najdelikatniej jak tylko się dało, że jeśli miałaby ochotę, to ja chętnie ją nauczę kilku podstawowych dań, którymi Marek zajada się do syta. Była bardzo zaskoczona, a ja bałam się, że zareaguje na to emocjonalnie, ale nie.
Przyszła synowa otworzyła się przede mną i wyznałam mi, że nieumiejętność przygotowywania prostych dań wynika tylko i wyłącznie z tego, że w swoim domu rodzinnym nigdy nie miała wstępu do kuchni. Jej mama uważała, że to ona zrobi wszystko najlepiej, co przyniosło taki, a nie inny efekt. Tego już komentować nie będę komentować, bo dla mnie liczy się tylko dobro mojego dziecka, którego na ten moment nie widzę w tej relacji...
Zatroskana matka