"Moje problemy z dużym biustem zaczęły się już kiedy byłam nastolatką. Od kiedy pamiętam go nie lubiłam. Teraz, kiedy jestem już dorosłą kobietą, chciałabym go zmniejszyć, ale nie zakwalifikowałam się na operację z NFZ. Niestety na prywatne leczenie również mnie nie stać. Będę musiała nadal znosić komentarze napaleńców i zazdrosnych koleżanek. Najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, bo wszyscy chcą powiększać, a nie zmniejszać."
*publikujemy list czytelniczki
Duży biust, duży problem
Już kiedy byłam nastoletnią dziewczyną i zobaczyłam, że rośnie mi biust, byłam bardzo z tego faktu niezadowolona. Musiałam zacząć nosić staniki, których nienawidziłam. Jako mała dziewczynka byłam chłopczycą i zawsze biegałam razem z chłopakami bez koszulki, a teraz na klatce piersiowej coś mi rosło – i to w zaskakująco szybkim tempie!
Mając 15 lat miałam już, jak na mój gust, ogromne piersi. Mama kupowała mi staniki dla dorosłych. Wszystkie koleżanki mi zazdrościły, a koledzy z klasy mi bardzo dokuczali. Wstydziłam się moich piersi i bardzo starałam się je ukryć. Zakładałam golfy i szerokie swetry, luźne koszulki bez dekoltu. To jednak wcale nie pomagało. Byłam dość szczupła, a piersi miałam wydatne, przez co ciężko mi było dobrać odpowiedni rozmiar bluzek.
Z upływem czasu było coraz gorzej. Zaczęły mnie boleć plecy, bo ze wstydu próbowałam ukryć piersi i ciągle się garbiłam. To jednak wcale ich nie ukryło, Wręcz przeciwnie. Na ulicy zaczęli podchodzić do mnie mężczyźni i komentować mój wygląd. Była to dla mnie ogromna trauma.

Traumatyczne komentarze
Mama i koleżanki mnie w ogóle nie rozumiały.
Kasiu, przecież ty masz idealną figurę. Wyglądasz jak z żurnala. Czy wiesz, że inne kobiety marzą, żeby wyglądać jak ty? Załóż coś ładnego i przestań w końcu narzekać.
- mówiła moja mama.
Kaśka, ja to bym chciała mieć takie cycki jak ty. Inne dziewczyny robią sobie operację, żeby tylko mieć taki biust. O co ci chodzi?
- pytały koleżanki.
Nie potrafiłam im wytłumaczyć, że po prostu mam dosyć tego problemu z kupowaniem ubrań, noszenia niewygodnych biustonoszy i obleśnych komentarzy na ulicy. Chciałam mieć malutkie piersi i chodzić bez stanika. I nie przyciągać już niczyjej uwagi.
Pomyślałam, że dobrym pomysłem byłoby udanie się na operację zmniejszenia piersi. W końcu, skoro powiększają, to i mogą zmniejszyć! Usłyszałam, że nawet w publicznym szpitalu można się poddać takiemu zabiegowi. Złożyłam papiery, ale niestety nie przeszłam wstępnej kwalifikacji. Mój biust był… za mały, żeby się nadawał do zmniejszenia. Lekarze też się dziwili.
Taki ładny ma pani biust i chce go pani zmniejszać?
- pytali.
Dowiedziałam się, że można wykonać taką operację prywatnie, ale kosztuje to kilkanaście tysięcy. Zaczęłam więc odkładać pieniądze. Może kiedyś uda mi się zrealizować swoje marzenie.
Kasia, 23 lata