"Tak trudno mi pożegnać Agusię. Moja młodsza siostra odeszła nagle, pozostawiając mnie w żalu i niekończącym się smutku. Ludzie mówią, że czas leczy rany... Dla mnie to bujda. Od śmierci Agnieszki minął rok, a ja nadal nie potrafię usunąć jej numeru z mojej komórki. Wracam ciągle do naszych ostatnich sms-ów. Łapię się na tym, że w ważnych chwilach chce do niej zadzwonić. Czy to kiedyś minie?"
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Moja siostra zmarła
Od zawsze byłyśmy my dwie, ja i moja trzy lata młodsza siostra. Na początku może i odczuwałyśmy różnice wieku, ale dość szybko się stałyśmy najlepszymi przyjaciółkami. W dzieciństwie byłyśmy nierozłączne. Mam mnóstwo wspomnień z lat, gdy ja miałam z 6 lat, a moja malutka siostra próbowała mnie dzielnie naśladować. Zawsze miałam do niej cierpliwość i często wybierałam zabawy w piaskownicy z Agą zamiast szaleństw z równolatkami.
Gdy poszłam do podstawówki, nie mogłam się doczekać, kiedy Aga skończy przedszkole i do mnie dołączy. Byłam dumną starszą siostrą i chętnie pokazywałam Aguśce mój "starszy" świat. Koleżanki przywykły, że gdzie ja, tam i moja siora.
Rodzice byli mega dumni, że wychowali tak zgrane rodzeństwo. W szkole średniej, na studiach zawsze trzymałyśmy się razem. Kłóciłyśmy się, jak to w rodzinie, ale nigdy nie było między nami poważnych konfliktów.
Gdy się zakochiwałam albo rozstawałam, Aga była pierwszą, której musiałam wszystko opowiedzieć. Gdy poznałam mojego przyszłego męża, było dla mnie jasne, że musi go zaakceptować moja siostra. Adaś oczywiście pokochał ją, jak własną rodzinę i akceptował naszą niezwykłą więź.

Moja siostra zmarła
Rok temu moje życie nagle się zatrzymało i do dziś nie może wrócić na dawne tory. Gdy tego sobotniego wieczora policja stanęła w drzwiach domu rodziców, nawet nie przeczuwaliśmy tego, co mogło się stać.
Agnieszka jechała do pracy, a zza zakrętu wyjechał rozpędzony samochód. Młody kierowca źle ocenił swoje umiejętności i uderzył czołowo w auto Agi. Oboje zginęli na miejscu. Ta wiadomość spadła na nas jak grom. Rozsypaliśmy się wszyscy. Wiedziałam, że powinnam być wsparciem dla moich rodziców, stracili dziecko, ale sama nie mogłam się podnieść.
Wyniki sekcji zwłok, dochodzenie, kremacja, pogrzeb... To wszystko mnie zniszczyło. Nagle śmierć siostry stała się faktem, a ja wiedziałam, że największy koszmar dopiero się zaczyna.
Podobno żałoba trwa rok. Po tym czasie powinno być choć odrobinę łatwiej. Dla mnie ten rok nie zmienił nic. Ciągle łapię się na tym, że chce zadzwonić, powiedzieć Agusi o każdej pierdole. Tak przecież było. Dzwoniłyśmy do siebie kilka razy dziennie. Jej telefon zamilkł, wyłączyliśmy jej numer.
Ja nadal nie potrafię usunąć jej numeru ze swojej komórki. Jak szalona wracam do naszych ostatnich sms-ów. Mąż twierdzi, że przyszedł już czas, kiedy powinnam spróbować żyć dalej. Moje zamartwianie się niszczy naszą relację. Jest bardzo cierpliwy i wyrozumiały, ale chciałby, żebyśmy nareszcie wrócili do życia. Adaś namawia mnie, żebym usunęła numer siostry. Mówi, że to będzie dobry pierwszy krok do pożegnania z Agą i uporządkowania swojej rozpaczy. Czuję, że nadal nie jestem na to gotowa. Czy kiedyś będę?
Siostra Agnieszki