„Jak każda matka chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, ale moje dziecko, jak każdy niedoświadczony życiowo człowiek, odbiera moją troskę jako wtrącanie się w nie swoje sprawy. Temat jest bardzo delikatny, bo chodzi o dziewczynę mojego syna, której on niebawem zamierza się oświadczyć. Patrzę na nią z boku i już widzę, że nic dobrego z tego nie będzie”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki
Przyszła teściowa o synowej: „Nie widzę jej w roli żony i matki”
Tomasz poznał Justynę na pierwszym roku studiów, więc już kilka lat minęło. Za kilak miesięcy oboje kończą edukację i planują wspólne zamieszkanie, jak tylko uda im się obronić prace dyplomowe. Mój syn niestety planuje coś jeszcze, a gdy o wszystkim mi opowiedział, to przez kilka kolejnych nocy w ogóle nie mogłam spać. On chce się oświadczyć, bo jak twierdzi, Justyna jest tą jedyną, z którą chce spędzić resztę swojego życia, ale ja mam mocno mieszane uczucia.
Miłość potrafi namieszać w głowie, a tym bardziej, jak człowiek jest młody, to nie zwraca uwagi na wiele niepokojących sygnałów, które w przyszłości mogą mieć duży wpływ na ich wspólne życie. Ja do Justyny absolutnie nic nie mam, bo to fajna i sympatyczna dziewczyna, lecz jakoś drażni mnie to, że moja przyszła synowa cały czas gapi się w telefon. Nie widzę jej w roli żony i matki, która ogarnie dom tak, jak należy i wychowa dzieci na ludzi. Ilekroć przyjeżdża tu do nas, to albo coś czyta w telefonie, albo coś ogląda, albo pokazuje i tak bez przerwy. Sama czasami lubię popatrzeć na głupoty w Internecie, ale ileż można.
canva.com
Syn broni swojej ukochanej
Nie przebywam z nią 24 godziny na dobę, więc też nie mogę powiedzieć, że jest uzależniona od telefonu, bo studiuje i pracuje, więc raczej nie zawsze może sobie na to pozwolić. Ja tylko mówię, co widzę, jak przyjeżdża do nas do domu. Z jednej strony można to tłumaczyć młodym wiekiem, ale nie do końca, bo znam córki koleżanek, co mają po te 24 lata, a potrafią posprzątać, ugotować i dziećmi się zająć.
Temat jest bardzo delikatny, jak już wspominałam, ale nie chcę zostawiać tego na zasadzie „będzie, co ma być”. Kilka razy próbowałam rozmawiać z Tomaszem na ten temat, ale też nie chcę kogoś na siłę uszczęśliwiać. On nie widzi problemu i uważa, że jak będzie taka potrzeba, to Justyna, zamiast poświęcać czas na głupoty, zacznie robić to, co będzie do niej należeć. Raz to nawet usłyszałam, że mam się skupić na swoich sprawach, co nie było miłe...
Daleko mi do toksycznej teściowej czy matki, ale ja najzwyczajniej w świecie martwię się o przyszłość mojego dziecka. Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz trochę inne czasy, niż kiedyś, ale nie dajmy się zwariować z tymi technologiami. Kiedyś tego nie było i był spokój, ludzie doceniali to, co mają i nie szukali sobie sztucznych problemów.
Troskliwa matka