"Śmierć przychodzi zawsze wtedy, gdy się jej nie spodziewamy. Zawsze w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Zawsze wtedy, gdy tak bardzo jej nie chcemy. W tym przypadku było podobnie. A jednak później życie przyniosło bardzo nieoczekiwany ciąg dalszy tej historii".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Narodziny, szczęście, wypadek i śmierć
Narodziny mojej Julii były dla mnie i męża ogromnym szczęściem. Tak długo staraliśmy się o dziecko, więc przyjście na świat mojej córeczki było naprawdę wyczekane.
Gdy Julia się urodziła, po raz pierwszy raz w życiu popłakałam się ze szczęścia. Moje największe marzenie się spełniło. Wreszcie zostałam mamą. Mój mąż także był niesamowicie szczęśliwy. Tego nie da się opisać zwykłymi słowami.
Całą swoją miłość przelaliśmy na córkę, która była naszym oczkiem w głowie, naszym wzrastającym na jawie malutkim słoneczkiem. Staraliśmy się dać jej wszystko, czego zapragnie, bo chcieliśmy, żeby wiedziała, że jest dla nas najważniejsza. Każdego dnia pokazywaliśmy jej, że jest dla nas najcenniejszym darem.
Zdarza się tak jednak często w życiu, że nawet pomimo naszych marzeń, nie wszystkie idzie po naszej myśli. Tak niestety jednak bywa, że "wypadki chodzą po ludziach", a czasem nawet zmieniają diametralnie życie drugiego człowieka.
Tak też było w tym przypadku. Moja córeczka wracała ze szkoły w biały dzień. Wydawać by się mogło, że nic złego się nie stanie. Bo co by się mogło stać?
Prawdopodobieństwo, że jakiś wariat potrąci córkę na przejściu dla pieszych, było przecież w granicach błędu statystycznego. A jednak taka sytuacja się wydarzyła. Julia przez dwa miesiące walczyła o życie. Niestety, wkrótce potem moje ukochane dziecko odeszło na zawsze.
Od tamtego czasu minęło już dwa lata, a ja już troszkę pogodziłam się ze stratą... albo może napiszę inaczej. Zrozumiałam, że mojego dziecka naprawdę już nie ma.
Canva
Ta historia ma nieoczekiwany finał
Przez bardzo długi czas zastanawiałam się, dlaczego mnie to spotkało, bo przecież córka nie była niczemu winna. W tamtych chwilach przypominałam sobie słowa córki, która mówiła, żebym nigdy się nie smuciła.
Los chciał, że bardzo szybko zaszłam w ciążę i niedawno urodziłam Kasię. Lekarze już od dawna mówili, że w moim wieku jest to już niemożliwe i z pewnością mogę zapomnieć o dziecku. Prawdopodobieństwo, że jeszcze kiedyś będę miała jakieś potomstwo, było w granicach błędu statystycznego. A jednak zostałam matką i dostałam szansę od życia, żeby znów spełniać się w tej roli.
Mała Julia na zawsze jednak pozostanie w moim serduszku i ten list jest w pewien sposób dla niej, ale ten list jest również dla was. Chciałabym, żeby ludzie zrozumieli, że w naszym życiu nic nie dzieje się przypadkiem i tak bardzo często bywa, że nawet jeśli upadniemy na samo dno, to zawsze los odda nam to, co kiedyś nam zabrał. Nie wolno się w życiu poddawać i pomimo wszystkiego zawsze trzeba iść do przodu.
Hanna