"Nie rozumiem, jak kobieta może traktować w taki sposób inną kobietę. To mi się nie mieści w głowie. Wyszłam z domu, w którym szanowało się wszystkich. Niezależnie od tego, jak wyglądają, co robią, jak się zachowują. Rodzice uczyli nas, że każdy jest na swój sposób wyjątkowy i wszyscy się różnimy, ale nie ma w tym niczego złego. Gdy poznałam mojego męża, byłam przekonana, że skoro jest tak dobrym i miłym oraz wyrozumiałym człowiekiem, jego rodzice też tacy będą. Okazało się, że tata zmarł dawno i nie będę miała okazji go poznać. A mama... no cóż... teściowa to zupełnie inna bajka".
*publikujemy list od czytelniczki
W moim domu była miłość
Nikt nikogo nie stygmatyzował. Wszyscy byli sobie życzliwi. Kacper ma dwóch braci i dwie siostry i u niego zawsze było porównywanie.
Z tego, co mi opowiadał, dopóki żył jego tata, to wyglądało to trochę inaczej. On wprawdzie bał się sprzeciwiać matce, ale kiedy ta powiedziała coś, co raniło któreś z rodzeństwa, zawsze później odbywał z tym dzieckiem rozmowę na osobności, dzięki czemu, chociaż odrobinę udawało mu się popracować nad ego młodego człowieka.
Gdy zmarł tata, było im trudniej. Nikt już "nie panował" nad mamą. Ale akurat mój mąż był jej ukochanym dzieckiem. To jego zawsze stawiała na piedestale, za co rodzeństwo go znielubiło.
Nie zasłużył sobie na to. Za wszystkimi stał zawsze murem, choć mamie też bał się sprzeciwiać.
To cud, że mnie zaakceptowała
Gdy teściowa mnie poznała, nie oszczędzała mnie ani trochę. Wielokrotnie równała mnie z błotem, a ja na początku się broniłam. Ale zależało mi na Kacprze, a wiedziałam, że jeśli jego matka mnie nie zaakceptuje, on na pewno nie weźmie ze mną ślubu.
Postanowiłam więc zacząć spełniać zachcianki teściowej. A kiedy mówiła o mnie źle, przyznawałam jej rację.
Trwało to trochę, pozwalałam jej się poniżać, ale o dziwo to działało. Teściowa bardziej zaczynała mnie lubić.
Ja w pewnym momencie stwierdziłam, że to nie jej wina, że taka jest. Zaczęłam ją tłumaczyć i mimo tego jak mnie traktowała, nawet ją polubiłam.
Zdarzało się, że mi się zwierzała. Raz nawet powiedziała, że właściwie to traktuje mnie jak córkę. Wiem, jak to brzmi, ale jej córki niestety też dostawały od niej po tyłku.
Myślałam, że doszłyśmy do porozumienia. Aż do dnia, w którym zaprosiliśmy moich bliskich na obiad.

To był dramat
Rodzice mieli przyjść do nas pierwszy raz, bo wcześniej bałam się ich konfrontacji z teściową. Ale uznałam, że skoro już coraz mniej mnie obraża, a nawet czasem za coś mnie docenia, to będzie umiała się zachować.
Ona jednak już na starcie robiła ze mnie przed moimi rodzicami najgorszą.
Patrzyłam na to, jak w mojej mamie się gotuje. Wiedziałam, że ona niedługo wybuchnie. Ale to mój tato najpierw odparł jej atak.
Było mi tak przykro i źle. I wstyd! Wstydziłam się za nią i wstydziłam się za siebie, że pozwoliłam komuś, żeby tak mnie traktował.
Rodzice nie pozwolili, żebym tam została. Zabrali mnie do siebie i zaproponowali Kacprowi, żeby też się do nich przeprowadził. Ale czy on sprzeciwi się matce? Wątpię...
Anita